PL / EN

Zaloguj się
Załóż darmowe konto
Edukacja muzyczna dziecka – rozmowa z Martą Łukańko

Spotykamy się z Martą Łukańko i jej półroczną córeczką Zosią w przytulnej cukierni na krakowskim Podgórzu. Marta zajmuje się muzyką i to o niej rozmawiamy, popijając pyszną kawę. W LikeKoniku prowadzi zajęcia umuzykalniające dla maluchów, w przedszkolach zajęcia z rytmiki. Urzekła nas opowieścią o tym, dlaczego realizuje się właśnie w tym kierunku. Poznajcie Martę, która koloruje dziecięcy świat muzyką! 

Izabela Witek: Jak nazwać Twój zawód? 

Marta Łukańko: Jestem teoretykiem muzyki. Skończyłam kierunek kompozycja i teoria muzyki na Akademii Muzycznej. W tym momencie główną rzeczą, którą się zajmuję jest prowadzenie zajęć umuzykalniających dla maluszków z rodzicami oraz rytmiki w przedszkolach. Tworzeniem środowiska, w którym dzieci mogą się muzycznie rozwijać. 

Kierunek studiów zabrzmiał bardzo ciekawie. Czego się uczyłaś podczas nich? 

Dużo było rozważań na temat muzyki wchodzących głęboko w tę tkanką muzyczną. Wiele mieliśmy podczas zajęć analizy przedmiotu muzycznego. Kompozytorzy tworzą dzieła, a my sprawdzaliśmy, o co chodziło w warstwie muzycznej, narracyjnej. Takie studia przygotowują m.in. do tworzenia aranżacji muzycznych. Dostawałam na przykład utwór na fortepian i miałam to rozpisać na orkiestrę. Albo w drugą stronę. Dużo rzeczy związanych było również z historią muzyki.

Z tego co opowiadasz wynika, że nie były to studia ukierunkowane na edukację dzieci.

Tak, ale w trakcie studiów zaczęłam pracować jako rytmiczka. Początkowo tylko po to, żeby sobie dorobić. I nagle odkryłam, że się w to bardzo wciągam! Szybko widać było rezultaty mojej pracy w postaci super rozwijających się muzycznie dzieci. Więc zostałam w tym, a potem zaczęłam robić pierwsze kursy związane z umuzykalnianiem maluszków.

Co Cię przekonało najmocniej?

Warto przytoczyć tutaj historię, która poruszyła mnie najbardziej. W jednym z przedszkoli, w których pracowałam był pewien chłopczyk – Wiktor. Nosił aparat słuchowy, ale w ogóle nie mówił. Miał bardzo duży ubytek słuchu. Pewnego dnia śpiewaliśmy piosenkę o świętym mikołaju w jego grupie. Robiłam taką zabawę, że turlałam do dzieci piłeczkę i ten kto ją miał, śpiewał fragment piosenki solo. Żeby Wiktorowi nie było przykro, również i jemu poturlałam piłeczkę z myślą, że zaśpiewam razem z nim, a w zasadzie w zastępstwie. Tymczasem Wiktor zaśpiewał sam całą zwrotkę. Dzięki tej muzyce przełamał się i odezwał pierwszy raz. Okazało się, że potrafi mówić, od tej chwili było już dużo lepiej. I wtedy uświadomiłam sobie, że ta muzyka rzeczywiście pomaga i jest w stanie nawet zmienić czyjeś życie. Postanowiłam, że zostaję. 

Obecnie prowadzisz zajęcia dla maluchów w klubokawiarni dla dzieci LikeKonik pod nazwą Grajki. 

Tak, to są zajęcia dla dzieci od zera od czterech lat, oczywiście z rodzicami. Dotychczas najmłodsze dzieci mieliśmy trzymiesięczne. W tym semestrze pierwszy raz mamy jeszcze mniejsze dzieci! 

To przecież jeszcze takie maluszki!

Wiadomo, że od takich dzieci na zajęciach nie wymagamy zupełnie nic. One nie rozumieją jeszcze, co do nich mówimy. Celem tych zajęć jest stworzenie doświadczenia muzycznego dla dzieci. Tak, żeby mogły wchłonąć jak najwięcej różnego rodzaju skal, rytmów, dźwięków, instrumentów. Ale przede wszystkim dajemy od najmłodszego komunikat, że muzykowanie to jest bardzo fajna sprawa, która sprawia radość. I to bardzo szybko przynosi efekty. Widzę to po mojej Zosi, że już jak miała cztery miesiące to już odśpiewywała, gdy ja jej coś nuciłam. Wiadomo – nie to samo, ale jednak były to już lekko modulowane, opanowane dźwięki. 

Jak wyglądają takie zajęcia?

Te maluszki na naszych zajęciach leżą sobie, a rodzice robią to, o co je proszę. Śpiewają, klaskają, pokazują różne rzeczy na ciele dziecka. Tymczasem maluchy teoretycznie nie robiąc nic, doświadczają tego wszystkiego! Spektrum wiekowe dzieci jest dość spore – do czterech lat – ale jest również nieprzypadkowe. W zależności od wieku dziecko co innego wyciąga z takich zajęć. Już trzy-czterolatki rozumieją wszystkie polecenia, wykonują zadania przy pianinie, wczuwają się w to bardzo. 

Jakie twoim zdaniem ma znaczenie to, czy dziecko wychowuje się w otoczeniu muzyki i konkretnych dźwięków?

Każde dziecko może śpiewać czysto i poruszać się do rytmu. Każde dziecko ma do tego potencjał, niezależnie od tego, czy rodzice są umuzykalnieni, czy nie. Dlatego dobrze jest, gdy dojrzewa w środowisku, w którym jest dużo dźwięków. Ciekawe jest to, że to co uznajemy za dźwięki czyste i nieczyste jest kwestią kulturową. 

Co masz na myśli?

My jesteśmy wychowani w kulturze, w której mamy system tonalny. Są tonacje głównie durowe albo molowe – czyli coś, co nam się wydaje albo wesołe, albo smutne. W innych częściach świata są inne rodzaje skal. W Indiach są np. jedenastostopniowe. Dla nas te indyjskie dźwięki są jakby nie do końca czyste. A dla Hindusów to jest zupełnie naturalne, bo wychowali się w otoczeniu zupełnie innej skali. 

Rozumiem do czego zmierzasz. Dziecko postrzega to inaczej?

Nasze dzieci to jest taka “tabula rasa”. Niezależnie od tego, którą część świata im muzycznie pokażemy, to dla nich ta skala będzie naturalna. Staramy się zatem poszerzać ilość skal i rytmów, które te dzieci otrzymują. Można powiedzieć, że my – dorośli w kulturze zachodu – otaczamy się swego rodzaju muzycznym ubóstwem. Piosenki radiowe – to zazwyczaj piosenki albo wesołe, albo smutne, na trzy czwarte albo cztery czwarte, a to jest niewielki procent tego, co muzyka w sobie ma! Tych skal jest mnóstwo i warto poszerzać te muzyczne perspektywy. Dlatego nasze “grajkowe” utwory są w różnych rytmach i z różnych części świata.

Muzyka ma wpływ na nasze emocje – koi złość, rozwesela lub wręcz przeciwnie. U dzieci jest podobnie?

Spotkałam się w przedszkolach z wieloma problemami związanymi z tym, że dzieci nie umiały się odnaleźć w grupie, były nieśmiałe lub nadpobudliwe. Muzyka – nie zawsze, ale bardzo często – sprawia, że dzieci potrafią się lepiej skupić i zmienić swoje zachowanie, otworzyć się lub uspokoić. 

Pomaga te emocje wyrazić?

Tak, charakterystyczne dla muzyki jest to, że wyraża emocje bez słów. Dlatego dzieci za pomocą instrumentów, dźwięków, albo ruchów również potrafią je wyrazić. Dodatkowym atutem jest fakt, że wykonywanie jakichś utworów muzycznych w grupie wymaga swego rodzaju dyscypliny i dopasowania się do reszty. To uczy dzieci dobrych zachowań. A przy okazji sprzyja socjalizacji, dzieci czują się częścią grupy. 

Jesteś zawodowo powiązana z muzyką, ale prywatnie jesteś też mamą. Powiedz, masz jakieś muzyczne rady dla rodziców związane z edukacją dziecka w tym kierunku?

Przede wszystkim z całego serca radzę wszystkim rodzicom – nie krępować się! Śpiewać, nawet jeśli mają poczucie, że nie są do tego kompetentni. Bo są. Ich rolą jest pokazać dziecku, że muzyka to część życia. Najlepiej śpiewać przy każdej nadarzającej się okazji – przy przewijaniu, karmieniu, gotowaniu. I trzecia, może nawet najważniejsza rada – nie czekać na to, aż dziecko pójdzie do przedszkola i tam się nauczy, bo to już jest bardzo późno. Najważniejsze są trzy pierwsze lata życia. Nie trzeba znać nut – wystarczy tylko śpiewać. Dziecko uczy się muzyki tak jak języka – wystarczy, że przebywa w tym muzycznym środowisku.

Załóż darmowe konto