Zdążyć przed wrześniem 2026 – odbierz pakiet webinarów i materiałów dla Twojej placówki.
Dołącz

Żłobek tworzą ludzie, nie zabawki i piękne wnętrza – od pierwszej placówki „metodą prób i błędów" do siedmiu Żłobków Szczęśliwych Maluchów wspieranych przez LiveKid

Opublikowano
11 marca, 2026
Żłobki Szczęśliwych Maluchów

Żłobki Szczęśliwych Maluchów to grupa siedmiu placówek w Lublinie, którą Anna Głogowska-Maj buduje od niemal siedemnastu lat. Zaczynała jako 23-letnia absolwentka wychowania muzycznego, a dziś zarządza zespołem prawie 70 osób i opiekuje się blisko 250 dzieci. Szczęśliwe Maluchy wyrosły z głębokiego przekonania, że najmniejsi przede wszystkim zasługują na ciepło, akceptację i uważność – przekonania, które narodziło się, gdy jako nastolatka pomagała rodzicom prowadzącym pogotowie opiekuńcze dla noworodków i maluchów z trudnych rodzin. 

W rozmowie Anna opowiada o początkach, które wyprzedziły ustawę żłobkową, o tym jak buduje kulturę pracy w rozrastającej się sieci, i o roli, jaką LiveKid odgrywa w codziennym zarządzaniu placówkami tej skali.

Szczęśliwa 1

Całe życie chciałam pracować z dziećmi, a inspiracją na pewno częściowo było to, że kiedy byłam jeszcze nastolatką, moi rodzice założyli pogotowie opiekuńcze. Dzieci, które przyjmowaliśmy do naszego domu były z trudnych rodzin, od samego początku miały ciężko. To obudziło we mnie potrzebę dania dzieciom – najpierw tym, które nie miały domu, nie miały szansy na normalny start – akceptację i poczucie, że są ważne.

Z wykształcenia jestem muzykiem i po studiach miałam wizję, że będę się zajmować właśnie wychowaniem muzycznym małych dzieci. Jednak po trzech tygodniach jeżdżenia po lubelskich placówkach z zajęciami stwierdziłam, że chcę pracować w innym środowisku, w takim, w którym dzieci są traktowane z miłością i szacunkiem. W placówkach, które odwiedzałam brakowało mi ciepła i większego zrozumienia. 

Wtedy powiedziałam sobie, że muszę otworzyć takie miejsce w Lublinie, gdzie te dzieci będą traktowane totalnie inaczej.

Wtedy żłobki jeszcze podlegały pod zakłady opieki zdrowotnej, nie było mowy o prywatnych placówkach. Znalazłam kluby malucha w Krakowie i Warszawie (bo w Lublinie czegoś takiego nie było) i nawiązałam kontakt z właścicielkami. Metodą prób i błędów wynajęłam dom i po prostu otworzyłam takie miejsce: pierwszy Klub Szczęśliwych Maluchów na ulicy Szczęśliwej 1. W 2013 roku, gdy weszła ustawa żłobkowa, przenieśliśmy się na ul. Tatarakową i oficjalnie zarejestrowaliśmy Szczęśliwe Maluchy jako żłobek.

„Traktuj dzieci jak swoje”

Gdzieś głęboko w sercu zawsze mi dźwięczała myśl: traktuj te dzieci jak swoje. Moim nadrzędnym celem zawsze było stworzenie dzieciom prawdziwego drugiego domu, bo przecież – nie oszukujmy się – w żłobku dzieci spędzają większość dnia i czasem widzą się z ciociami żłobkowymi dłużej niż z rodzicami. 

Żłobek tworzą ludzie – nie piękne zabawki i wnętrza. Dlatego buduję taki zespół, który jest moim „przedłużeniem”. U nas opiekunki są jak „drugie mamy” – uważne na dzieci, łagodne i dobre, z sercem na dłoni. 

250 dzieci i 70-osobowa kadra

Mój pierwszy żłobek powstał 17 lat temu. Na obecną chwilę mamy siedem żłobków i przedszkole, prawie 250 dzieci i blisko 70 osób kadry. Przedszkole otworzyliśmy dwa lata temu – naturalnie, jako kontynuacja żłobka, bo rodzice prosili, żebyśmy szli dalej z naszą ideą i wartościami. To jest kameralna placówka, do której we wrześniu dołączy ostatnia grupa 3-latków, tworząc w całości 3 grupy (3-, 4- i 5-latków).

Po drodze nie brakowało wyzwań. Nie było dotacji, była ogromna praca nad zmianą mentalności rodziców, że żłobek to nie jest najgorsze zło.

W zarządzaniu i kierowaniu placówkami pomagają mi cztery wspaniałe dyrektorki. Znalazłam osoby, które czują to, co ja, mają podobną energię i są zaangażowane w dwustu procentach. Bez nich to by w ogóle nie istniało w takiej formie jak teraz. Mam też wspaniały zespół opiekunek. Ufam im i daję im spore pole manewru w pracy z dziećmi, ale też wspieram, kiedy tego potrzebują. To działa bardzo motywująco i w efekcie moja kadra jest pozytywnie nastawiona do pracy, lojalna i odpowiedzialna. Mam szczęście!

Z linijką i tabeleczką – rzeczywistość przed LiveKidem

Długo uważałam, że aplikacji nie udźwignę finansowo. Jakoś sobie radziliśmy z listami obecności i ręcznym zliczaniem. Ale kiedy żłobki liczyły już ponad 150 dzieci, to same rachunki zajmowały mi dwa dni. Zdarzały się pomyłki. Nieraz z mężem w niedzielę wieczorem siedzieliśmy z linijką i tabeleczką – po prostu liczyliśmy, kto ile zjadł zup i podwieczorków.

Tego było już za dużo. LiveKid polecała mi siostra, które też prowadzi placówki w Lublinie. W końcu trafiłam na Adama z LiveKid i nie ukrywam, że przekonał mnie swoim spokojem i konkretnym podejście. Zdecydowałam, że wchodzimy w to.

Przy takiej ilości pracowników i dzieci, wdrożenie chwilę trwało, ale cały czas mieliśmy wsparcie zespołu LiveKid. Dyrektorki na początku były trochę niezadowolone, że pracy ogrom. Ale jak już się wszystkie nauczyłyśmy to już nie ma powrotu! 

Warto było na początku zainwestować jednorazowo ten czas i energię, żeby teraz każdego dnia było nam lżej.

Rachunki w minutę i zero pomyłek

Teraz wystawienie rachunku to kwestia minuty. Dyrektorki wpisują nowe dzieci, ustalają im szablony płatności, zajęcia dodatkowe, stawki żywienia – a ja mam gotowe dane. Trzy kliknięcia i rachunek wystawiony! Ilość popełnionych błędów zminimalizowaliśmy praktycznie do zera.

Zamówienia do cateringu też się same zliczają – dziewczyny mają z tym ogromną łatwość, kilka kliknięć i gotowe. Nie trzeba tego liczyć, po prostu się to samo robi.

Jasne zasady dla rodziców i kadry

Rodzice cenią sobie przepływ informacji – zdjęcia, ogłoszenia, wiadomości od opiekunek – to jest zupełnie naturalne, że wszystko mają w aplikacji. Mają też jasne zasady, co do zgłaszania nieobecności i dzięki temu nie ma nieporozumień. Rodzic sam klika, że dziecka nie będzie i to jest jego odpowiedzialność. Nie ma sytuacji, że wysłał SMS-a do cioci, a ciocia zamówiła obiad i trzeba za niego zapłacić. 

Mniej więcej połowa rodziców płaci też przez szybkie płatności w aplikacji – to dla nich bardzo wygodne.

Moja kadra nie wyobraża już sobie życia bez LiveKid – bez tego przepływu informacji między ciocią a rodzicem, automatycznych rachunków, bez tego, że wszystko jest w jednym miejscu.

Mogę robić coś dobrego i mam na to realny wpływ

Najbardziej lubię w swojej pracy kontakt z ludźmi, z dziećmi i świadomość tego, że można robić coś dobrego. Że mam na to realny wpływ – mogę wdrożyć w życie swoją wizję i tą pasją zarażać innych. 

Chcę tworzyć takie miejsce, że nawet jak rodzic przychodzi po ośmiu godzinach ciężkiej pracy, to u nas odbierając dziecko spotka dobroć i uśmiech. Mam z tego ogromną satysfakcję – a dzięki LiveKid, który zdejmuje ze mnie ciężar żmudnych rozliczeń i organizacji, mogę poświęcać czas i energię właśnie na budowanie tego świata. Dla dzieci, dla rodziców i dla mojego wspaniałego zespołu.

Baner
KształtyKształty