Logo Pompon
Wypróbuj livekid
Udostępnij stronę:
Skopiuj link
Szkolenia z certyfikacją - Twój krok do edukacji.
Zobacz szkolenia

Wypróbowała również tańszą aplikację. "Nawet nie ma porównania do LiveKid!"

1 czerwca, 2021 |
Izabela Witek

Anna Dzierża jest aktorką, mamą oraz dyrektorką żłobka Pompon w Krakowie. Placówkę założyła… dla swojej córki, we własnym domu. Życie Ani jest pełne dziecięcego śmiechu i nieustającej energii. Jednak łączenie tylu obowiązków wymaga dobrego rozplanowania. Ania opowiedziała nam w trakcie rozmowy o tym, jak sobie z tym radzi oraz w jaki sposób pewna wizyta w jej placówce zmieniła całkowicie jej sposób zarządzania nią. Zapraszamy! 

W tej historii:

Matka wariatka zakłada żłobek

Kiedy zaszłam w ciążę z drugą córką - a ja jestem z kategorii matka-wariatka - nie byłam w stanie zostawić jej w żadnym żłobku. Fakt, że wtedy - 12 lat temu - w mojej okolicy tych prywatnych żłobków było... całe dwa! Do samorządowego nie mieliśmy szans się dostać. Zastanawialiśmy się z mężem co zrobić. Doszliśmy do wniosku, że pozostaje jedno wyjście - otwieramy swój żłobek! Mieliśmy możliwości, ponieważ nasz dom był dość duży. Mieliśmy niewykończoną górę, ale stwierdziliśmy, że zainwestujemy w to i otworzymy na trzy lata żłobek dla naszej córki. 

I tak się złożyło, że w zasadzie już w pierwszym roku było sześćdziesiąt osób na liście rezerwowej. To skłoniło nas do zweryfikowania podejścia. Zostaliśmy na dłużej. Teraz mamy rodziców z kolejnymi dziećmi, którzy wtedy z nami dopiero zaczynali swoją żłobkową przygodę. W przypadku niektórych rodzin gościmy już nawet czwarte dziecko! 

Ciepły, puchaty, przyjemny… Pompon! 

Długo zastanawialiśmy się, jak nazwać firmę. Ja starałam się o środki z Unii Europejskiej na dofinansowanie otwarcia placówki. Otworzyliśmy jednak żłobek wcześniej, niż udało się pozyskać środki. Przez kilka miesięcy działaliśmy pod inną nazwą, a w tym czasie powstawały pomysły na finalną nazwę. Zrobiliśmy burzę mózgów i wymyślaliśmy hasła, które kojarzyły nam się ciepło, miękko i przyjemnie. Mąż rzucił nazwą Pompon - i okazało się, że ta nazwa spełnia wszystkie nasze oczekiwania. Jest puchata, ciepła i kojarzy się z dziećmi. To był strzał w dziesiątkę. 

Niespodziewana wizyta

Pewnego dnia moje maluchy były w ogródku, a ja poszłam na górę wypić kawę. Siedziałam w kuchni i nagle z ogródka zaczęły mnie wołać dziewczyny. Wyjrzałam przez okno - i zastałam tam Przemka z LiveKid. Zapytał, czy może mi opowiedzieć o aplikacji. Odpowiedziałam, że piję właśnie kawę i w zasadzie nie mam czasu. Przemek uśmiechnął się, zagadał do mnie jeszcze ... i tak się zagadaliśmy, że tydzień później miałam już wersję testową aplikacji. Faktycznie to, co mi pokazał, bardzo mi się spodobało! 

Inne aplikacje? Są, ale nie spełniają oczekiwań

Miałam okazję testować przez jakiś czas działanie innej aplikacji tego typu. Jednak nie spełniła ona moich oczekiwań. Była o wiele mniej rozbudowana, czytelna i przyjazna. Mniej zaawansowana niż LiveKid, a jednocześnie trudniejsza w obsłudze. 

Była też bardzo nieuporządkowana. Otwierałam kartę dziecka i wszystko wyglądało tak, jakbym sobie w Wordzie robiła notatki. Trzeba się było w tym długo odnajdywać. Nie było w zasadzie żadnych rzeczy, które ułatwiałyby nam pracę - o galerii, czy powiadomieniach nawet nie wspominając. Fakt, że cena była znacząco niższa. Ale aplikacja ani nie wyglądała zachęcająco, ani nie działała dobrze. Tutaj nie ma w ogóle mowy o porównaniu do LiveKid!

Ogólnie jest tak, że stosunek ceny do jakości zazwyczaj ma duże znaczenie. W porządku, jeśli widzę, że coś nie jest warte swojej ceny, to po prostu tego nie kupuję. Natomiast trudno oczekiwać, że tania rzecz - czy to ciuch, czy aplikacja - będzie dobra jakościowo. Często ceny są wygórowane i niekoniecznie idzie za tym jakość, ale w drugą stronę trudniej osiągnąć coś takiego.  

Dlaczego właśnie LiveKid?

Po pierwsze - jest to aplikacja, a one ułatwiają nam teraz bardzo życie. Ja mam właściwie wszystko w telefonie - począwszy od poczty, przez media społecznościowe i bank, aż po aplikacje, dzięki którym nie muszę się martwić o parkomaty czy bilety komunikacji miejskiej. LiveKid ułatwia pracę zdecydowanie - mnie w szczególności, ponieważ nie spędzam w placówce całego dnia, poza nią mam jeszcze pracę w teatrze. Staram się ogarniać cały żłobek i spędzać czas z dziećmi, ale zazwyczaj - jeśli nie jestem na zastępstwie - to jestem w placówce przez około 2-3 godziny.

Mając LiveKid, mam cały czas podgląd na to, co się dzieje. Ile jest aktualnie dzieci w żłobku, co się dzieje na czacie z rodzicami. Jestem więc na bieżąco z każdą najdrobniejszą nawet sprawą. To są wszystko rzeczy, które mnie przekonały. 

Jedno kliknięcie i rachunki rozliczone 

Rozliczenia i płatności to jest aspekt aplikacji, który w mojej codzienności jest bardzo ważny. Zdarzało się, że wyjeżdżałam np. na zdjęcia w Warszawie. Nie chciało mi się zabierać całej papierologii - komputera, segregatorów itp.

W tym momencie, mając aplikację, klikam raz, gdziekolwiek jestem, i całe faktury i płatności mam załatwione.

Nie muszę podliczać, zastanawiać się, kombinować. Kiedy Przemek mi to wtedy wszystko pokazał i opowiedział, w jaki sposób może mi to pomóc na co dzień, to uznałam, że nie ma się nad czym zastanawiać! 

Na czym Ania oszczędza najwięcej czasu?

Kiedyś nad całą papierologią spędzałam jednorazowo co najmniej cztery godziny. Teraz zajmuje mi to maksymalnie pół godziny - ze sprawdzeniem dotacji, dofinansowań, czy wszystko się odjęło tak jak trzeba.

Dużo czasu zaoszczędza mi także galeria zdjęć - nie muszę bawić się w żadne zgrywanie zdjęć z telefonu, wgrywanie na dyski czy przesyłanie linków.

Jakie funkcje wybrała ekipa Pompona?

Korzystamy w aplikacji ze wszystkiego oprócz grafiku pracy i list zadaniowych. Ale tutaj chodzi raczej o to, że nie ma takiej potrzeby, bo dziewczyny pracują tak długo, że każda doskonale wie, co jest do zrobienia. Z całej reszty funkcji korzystamy i jesteśmy zadowolone. Ja jako dyrektor najwięcej używam oczywiście tych związanych z organizacją - wprowadzanie i edytowanie dzieci, kontakt z cateringiem. Bardzo mnie również cieszą galerie zdjęć - często je sobie sama przeglądam! Dla własnej przyjemności. Dziewczyny korzystają z każdej dostępnej dla nich funkcji dotyczącej wszystkich bieżących spraw - obecności, drzemki, posiłki itp. 

Aplikacja równa się brak irytacji 

Najbardziej cieszę się z tego, że dzięki aplikacji każda z nas ma dostęp do obu grup i komunikacji z każdym z rodziców. Dawniej rodzice głównie dzwonili i pisali do mnie. I ten kontakt mógł być dla nich irytujący - bo potrzebowali się pilnie czegoś dowiedzieć, a ja na przykład byłam na zdjęciach przez kilka godzin z wyłączonym telefonem. Teraz jest o wiele fajniej, bo zawsze ktoś odpisze. 

Zdjęcia i filmy w trakcie adaptacji 

Jak mamy nowe dzieci na adaptacjach to mamy taki zwyczaj, że w pierwszych dniach wysyłamy rodzicom sporo zdjęć i filmów, aby ich uspokoić. W aplikacji robimy to o wiele wygodniej i szybciej.

A rodzice są przeszczęśliwi, że mają to na bieżąco - bo od razu dostają przecież powiadomienie o czymś nowym. 

Odbierać, czy nie odbierać?

Rodzice często u nas patrzą również na pory drzemek i sprawdzają sobie, czy dziecko wstało czy nie wstało. Jeśli wstało, to sobie dodają pół godziny na zjedzenie drugiego dnia i przychodzą je odebrać. Wcześniej musieli dzwonić i pytać, albo ciocia musiała pamiętać, żeby przekazać tę informację. A naturalnie zdarzało się o tym zapomnieć, więc rodzice byli niezadowoleni z tego powodu. 

Cenię sobie e-zajęcia w aplikacji, ponieważ za pomocą tej funkcji organizuję zebrania dla rodziców. Czasami jest tak, że jak mamy zajęcia teatralne, czy umuzykalniające, to rodzice mogą sobie w aplikacji podglądać te zajęcia na żywo. Bardzo to sobie chwalą i lubią tę możliwość!  

Jak dyrektor dyrektorowi...

Każdemu, kto zastanawia się nad LiveKid, lub nie zna jeszcze aplikacji, powiem tak: zaoszczędza mi to bardzo dużo czasu, ja nie muszę o wielu rzeczach myśleć. Poza tym jeśli człowiek chce wszystko ogarnąć, ma dużo aktywności, to aplikacja przypomina często o ważnych rzeczach. Zdarza mi się czasem o czymś zapomnieć, i aplikacja mnie wtedy "naprostowuje". Pozbyłam się papierków, karteczek, drobnych notatek. Jestem zadowolona! 

Zdjęcie autora
Izabela Witek
Content Manager
Udostępnij stronę:
Skopiuj link

Przeczytaj również

Jarek, Sonia, Izabela, Maria, Bartek