Kiedy myślimy o dyrektorze żłobka, rzadko wyobrażamy sobie osobę z dyplomem Akademii Ekonomicznej i wieloletnim doświadczeniem w pracy z przedsiębiorcami. A jednak!
W Kleczewie, niedaleko Konina, powstało miejsce, gdzie biznesowa precyzja spotyka się
z ogromnym sercem do najmłodszych. Placówka pod kierownictwem Magdaleny Kopczyńskiej cieszy się obecnością 30 dzieci, którymi zajmuje się 6 opiekunek i położna. Kluczem do sukcesu okazało się połączenie wysokich standardów opieki z infrastrukturą, która realnie ułatwia życie również rodzicom.
Ekonomistka w świecie maluchów
Moja droga do pracy w edukacji nie zaczęła się od młodzieńczego marzenia, ani też od decyzji na etapie wyboru studiów. Ukończyłam Akademię Ekonomiczną w Poznaniu i przez lata działałam w biznesie. Wszystko zmieniło się, gdy założyłam fundację i zaczęłam pisać wnioski o dofinansowanie żłobków. Robiłam to do momentu, aż uznałam, że muszę pójść
o krok dalej – wróciłam na studia, ukończyłam edukację wczesnoszkolną i od tej pory ciągle pracuję z dziećmi. Aktualnie jestem dyrektorem żłobka nr 1 w Kleczewie.
Przekwalifikowałam się po trzydziestce, bo wierzę, że trzeba się zmieniać wraz z rynkiem. Dziś, zarządzając publiczną placówką, czuję, że jestem we właściwym miejscu. Daję moim pracownikom stabilność, a rodzicom pewność, że ich dzieci są w nowoczesnym, świetnie zorganizowanym miejscu.
Infrastruktura z myślą o rodzicu
Często w placówkach publicznych skupiamy się wyłącznie na dziecku, zapominając
o logistyce, z jaką mierzą się opiekunowie. U nas podejście jest inne.
Nasz budynek jest dostosowany i do dzieci, i do rodziców. Mamy wózkownię, gdzie można zostawić sprzęt czy fotelik samochodowy, duży parking, a nawet ogólnodostępną toaletę dla rodziców, co wcale nie jest standardem.
Wewnątrz na dzieci czekają sale do spania, sale do zajęć i aktywności codziennych, a dodatkowo sala sensoryczna i dwa place zabaw. Korzystamy również z nowoczesnych pomocy dydaktycznych, takich jak „smartbooki” – wielkoformatowe plansze wspierające rozwój mowy metodą zbliżoną do koncepcji Glenna Domana.
Bezpieczeństwo w komunikacji
Co było impulsem, który sprawił, że od razu postawiłam na aplikację? Chęć porządkowania komunikacji od samego początku i zapewnienie bezpieczeństwa.
Obserwując standardy oraz analizując przepisy dotyczące ochrony małoletnich, wiedziałam jedno: prywatne kanały komunikacji w relacji żłobek-rodzic to nie jest najlepszy pomysł. Mimo że nasza placówka żłobka jest nowa, od początku naszego funkcjonowania zdecydowaliśmy się na aplikację LiveKid. Nie wyobrażałam sobie komunikacji z rodzicami w postaci SMS-ów czy social mediów. Chciałam, aby rodzice wiedzieli, że jesteśmy profesjonalną instytucją, a bezpieczeństwo danych zgodnie z ustawą o ochronie małoletnich jest dla mnie niezwykle ważne.
Chcę dzielić się z rodzicami pięknymi chwilami z życia ich dzieci, ale bez wystawiania ich na widok publiczny. Facebook to nasza wizytówka – wrzucamy tam ogólne zdjęcia grupowe, z dystansu, natomiast w aplikacji rodzice mogą oglądać więcej zdjęć swoich dzieci, uchwycone w różnych momentach dnia. To tam trafiają te wszystkie szczere uśmiechy, pierwsze sukcesy czy skupienie podczas zabaw sensorycznych. Różnica jest kluczowa: na Facebooku dbamy o ogólny wizerunek placówki, zachowując bezpieczny dystans, natomiast aplikacja to nasz prywatny album.
Czy 30 dzieci to „za mało” na aplikację? Skądże!
W żłobku przebywa obecnie około 30 dzieci, w dwóch grupach, a nawet gdyby było ich mniej nie zrezygnowałabym z aplikacji. To jedyne miejsce, gdzie mogę naprawdę skutecznie komunikować się z rodzicami, bez konieczności wykonywania telefonów bezpośrednio do każdego rodzica, czy wywieszania ogłoszeń na tablice w korytarzu, gdzie nie mam pewności, czy wszyscy zapoznali się z ich treścią.
Z LiveKid nikt nie musi się zastanawiać, z jakiego telefonu wysłać informację – wszystko jest w jednym, bezpiecznym miejscu.
Prawda jest taka, że mało kto ma czas wczytywać się w wywieszone na ścianach ogłoszenia podczas porannego pośpiechu. Dzięki aplikacji mamy swój cyfrowy dysk, na którym udostępniam wszystko: od planu OWE po bieżące plany. To dla mnie ogromny atut pod względem prywatności. Nie muszę publikować dokumentów na ogólnodostępnej stronie internetowej, gdzie widziałby je każdy internauta. W aplikacji są one dostępne wyłącznie dla rodziców – bezpiecznie, konkretnie i zawsze pod ręką.
Skala nie ma tu znaczenia, bo najważniejsze jest bezpieczeństwo i wygoda.
Od informacji o brakujących pieluszkach po wykorzystanie AI
Moje opiekunki od pierwszego dnia pracy mają aplikację pod ręką, więc dla nich to po prostu naturalne środowisko. Gdybym miała wskazać, co ułatwia im życie najbardziej, to bez wahania powiem: cisza i brak rozpraszaczy. Dzięki temu, że rodzice zgłaszają nieobecności w systemie, o siódmej rano telefon nie dzwoni co pięć minut. Dziewczyny po prostu zaglądają do aplikacji, widzą listę i wiedzą, na czym stoją. To ogromny komfort – żadna z nas nie chciałaby przecież spędzać poranka na sali, co chwilę odrywając się od dzieci, żeby odebrać kolejne połączenie. Aplikacja zdejmuje z nich też ciężar drobnych, ale uciążliwych formalności.
Jeśli małej Ani kończą się pieluszki, opiekunka nie musi szukać kartki i długopisu ani pamiętać o tym do końca dnia – wystarczy jedno kliknięcie i rodzic dostaje powiadomienie.
Widzę też, że moja kadra świetnie odnajduje się w nowinkach technologicznych – kiedy piszą ogłoszenia do rodziców, chętnie wspierają się dostępnym w systemie asystentem AI.
Dla mnie to rozwiązanie po prostu fajne i niezwykle praktyczne.
Chociaż plany pracy wciąż prowadzimy tradycyjnie, w formie papierowej – bo każda z naszych dwóch grup ma swój unikalny, cotygodniowy rytm przez cały rok – wszystkie działania operacyjne dokumentujemy cyfrowo.
Aplikacja realnie wspiera naszą pracę
W naszym żłobku technologia nie zastępuje relacji – ona tworzy dla nich bezpieczną i uporządkowaną przestrzeń. To dowód na to, że żłobek publiczny może być miejscem nowoczesnym, dynamicznym i przyjaznym, w którym każdy „klik” w aplikacji przekłada się na realny czas poświęcony dziecku.






