Ponad 250 placówek zmieniło system na LiveKid.
Dowiedz się, dlaczego

„Wróciliśmy, bo tu było po prostu prościej” – dlaczego dwujęzyczne przedszkole Lingualand z Zielonej Góry postawiło ponownie na LiveKid

Opublikowano
14 sierpnia, 2026

Podsumuj artykuł z AI

Lingualand to dwujęzyczne przedszkole w centrum Zielonej Góry, które od 2008 roku uczy dzieci metodą pełnej immersji językowej. Placówka mieści się w dużej kamienicy, w pełni przystosowanej do potrzeb przedszkola. O tym, jak z niewielkiej popołudniowej szkółki językowej powstało jedno z najważniejszych przedszkoli w mieście, dlaczego po roku korzystania z konkurencyjnej aplikacji placówka wróciła do LiveKid oraz jak dziś wygląda ich codzienna praca, opowiada nam Magdalena Karwicka-Staśkiewicz, dyrektorka i założycielka Lingualandu.

To rodzice poprosili o przedszkole

Zaczynaliśmy jako mała popołudniowa szkoła języków obcych dla dzieci. Poszerzenie oferty o przedszkole było odpowiedzią na potrzeby rodziców – to oni mówili nam: „otwórzcie przedszkole, mielibyśmy popołudniowe wożenie dzieci na zajęcia z głowy”. I tak w 2008 roku ruszyliśmy jako niewielki punkt przedszkolny.

Po dwóch latach chętnych było tylu, że lokal w domu jednorodzinnym zrobił się dla nas za ciasny.

W 2010 roku przenieśliśmy się więc do większej siedziby i zarejestrowaliśmy się już jako przedszkole. A w 2012 roku – znowu z powodu ciasnoty – trafiliśmy tam, gdzie jesteśmy do dziś: do dużej, 1000-metrowej kamienicy w samym centrum Zielonej Góry, w całości zaadaptowanej pod przedszkole.

Mamy tu sześć sal, dużą salę gimnastyczną, gabinet logopedyczny i psychologiczny. A do tego, mimo że jesteśmy w centrum miasta – własny teren zielony i plac zabaw – to naprawdę rzadkość przy takiej lokalizacji. Uczęszcza do ponad 100 dzieci i zatrudniamy ponad 20-osobowy zespół.

Nie uczymy angielskiego – my w nim żyjemy

Jesteśmy przedszkolem dwujęzycznym i pracujemy metodą immersji językowej. Nie uczymy angielskiego na osobnych zajęciach, tylko realizujemy całą podstawę programową, dokładnie tak jak robi się to po polsku, ale przez minimum cztery godziny dziennie wyłącznie w tym języku.

Kiedy wchodzi lektor języka angielskiego, cała kadra – oprócz pomocy nauczyciela – mówi do dzieci, do siebie nawzajem i do rodziców tylko po angielsku. Dopiero jeśli widzimy, że dziecko jest już naprawdę mocno zagubione, do akcji wkracza pomoc nauczyciela po polsku.

Ta część edukacyjna jest dla nas bardzo ważna, ale równie mocno stawiamy na umiejętności społeczne, pewność siebie, gotowość emocjonalną. Wiem, że tę część edukacyjną zawsze można nadrobić, ale gotowości społeczno-emocjonalnej – już nie, więc na to kładziemy bardzo duży nacisk.

Dziś mamy sześć oddziałów i ponad setkę dzieci – jeszcze rok temu było ich 140, demografia zaczyna się u nas odczuwać. Zatrudniamy około 20 osób na umowę o pracę, nie licząc dodatkowych zleceń. Mam asystentkę, która pracuje ze mną od samego początku, i doradcę metodycznego, który na bieżąco śledzi zmiany w przepisach.

Rozliczenia po staroświecku

Mój tydzień pracy dzieli się na dwa tory: część edukacyjną – koordynację nauczycieli i lektorów – oraz część administracyjną, czyli finanse i formalności. To ta druga część jest dla mnie trudniejsza, głównie przez kwestie dotacyjne, które trzeba bardzo pilnować, żeby niczego nie przeoczyć. Reszta administracji wyglądała jednak zupełnie inaczej, zanim pojawiła się u nas aplikacja.

Zanim pojawiła się u nas aplikacja, kontakt z rodzicami odbywał się głównie mailowo – a to dziś nie każdemu już pasuje, bo nie wszyscy mają włączone powiadomienia z poczty. Zamawianie posiłków wyglądało zupełnie inaczej: każda pani pomoc zapisywała je ręcznie w swojej grupie, jedna osoba to zbierała i przekazywała dalej do firmy cateringowej. A moje własne rozliczenia?

Byłam przyzwyczajona do liczenia w Excelu, na kartkach – pilnowałam tego „po staroświecku”.

Opór, który minął po miesiącu

LiveKid był pierwszą aplikacją, z jakiej korzystaliśmy – trafiliśmy na nią kilka lat temu. Zdecydowaliśmy się na nią z trzech powodów: rodzice chcieli szybszego kontaktu niż mail, chcieliśmy uprościć ręczne zamawianie posiłków, no i moje własne rozliczenia z rodzicami.

Dobrze pamiętam, że przy pierwszym wdrożeniu aplikacji wszystkie byłyśmy trochę „najeżone”. Największy opór miały nauczycielki – obawiały się, że to dodatkowy obowiązek, że będą musiały bez przerwy siedzieć w telefonie i odpowiadać rodzicom o każdej porze. Pomoce nauczyciela podeszły do tego zupełnie inaczej – ucieszyły się, że nie muszą już biegać z kartkami, zaznaczając plus jedno śniadanie, minus jeden podwieczorek.

Żeby uporządkować oczekiwania, stworzyliśmy własny regulamin korzystania z aplikacji – ustaliliśmy godziny, w których kadra odpowiada na wiadomości, a naprawdę pilne sprawy trafiają od razu do mnie i mojej asystentki.

Ten opór minął jednak szybko – już po miesiącu nauczycielki mówiły, że to była dobra zmiana i że jest po prostu łatwiej.

LiveKid jest bardziej intuicyjny

Ogólnie dobrze korzystało nam się się z LiveKid, były jednak takie momenty, że pewne rzeczy nam nie pasowały. Postanowiliśmy więc spróbować innej, konkurencyjnej aplikacji, która działała podobnie. Po tym roku wróciliśmy do LiveKid. 

Zdecydowało kilka rzeczy: 

  • nauczyciele zwracali uwagę, że komunikacja z rodzicami – wysyłanie maili indywidualnych, grupowych, zbiorczych – była w tamtej aplikacji bardziej toporna i mniej intuicyjna;
  • osoby odpowiedzialne za zamawianie posiłków też mówiły, że w LiveKid jest po prostu prościej i bardziej przejrzyście. 
  • to, co wcześniej nam nie pasowało w aplikacji LiveKid zdążyło się w międzyczasie poprawić.

Rozwój, który daje siłę

Co lubię najbardziej w tej pracy? Progres – widok, jak przychodzi mały maluch, a potem obserwuję, z jakimi umiejętnościami wychodzi od nas do szkoły. To ogromna satysfakcja, podobnie jak rozwój relacji z rodzicami – na początku bywają niepewni, a z czasem słyszymy: to był dobry wybór. Zielona Góra nie jest dużym miastem, więc dostajemy sygnały ze szkół i od rodziców, że nasze dzieci są naprawdę dobrze przygotowane.

Teraz myślimy już o kolejnym kroku – chcemy otworzyć grupę terapeutyczną dla dzieci z orzeczeniami, bo nasz intensywny program językowy nie zawsze sprawdza się przy pewnych dysfunkcjach. Wiem, że przed nami wyzwania, bo zmienia się demografia i otoczenie, w którym prowadzimy przedszkole. Ale wierzę, że przetrwają ci, którzy potrafią się adaptować – a my mamy do tego i doświadczenie, i zespół, na którym można polegać.

Baner aplikacji LiveKid
KształtyKształty