Natalia Kwiatek-Świerżewska od zawsze wiedziała, że jej powołaniem jest praca z dziećmi. Przez siedem lat uczyła w jednym z wołomińskich przedszkoli, aż niemal z dnia na dzień zdecydowała się razem z mężem i przyjaciółką Martą Grabowską otworzyć własną placówkę. Dziś prowadzą Przedszkole i Żłobek „Z Pasji” w Wołominie, które w ciągu niecałych dwóch lat rozrosło się z dwudziestu do ponad pięćdziesięciu dzieci. W rozmowie Natalia opowiedziała o tym, czym jej placówka przyciąga rodziny, jak zmieniła się jej rola – i co sprawiło, że po roku z konkurencyjną aplikacją zdecydowała się na LiveKid.
Wypowiedzenie, które zamieniło się w własne przedszkole
Od liceum wiedziałam, że chcę pracować w przedszkolu. Mimo że wszyscy mi to odradzali, skończyłam pedagogikę i znalazłam pierwszą pracę w Wołominie. Pracowałam tam siedem lat – poznałam tam naprawdę wspaniałe osoby, zaprzyjaźniłyśmy się z dziewczynami.
Z czasem coś się zmieniło w tej placówce – atmosfera, relacje. Poczułam, że to już nie jest moje miejsce. Pewnego dnia siedziałam z wypowiedzeniem na biurku, ale zanim zdążyłam je złożyć, mój mąż zaproponował: „A może otworzycie własne przedszkole?". Miał na myśli mnie i moją przyjaciółkę z pracy, Martę Grabowską.
Dosłownie następnego dnia mąż znalazł ogłoszenie budynku do wynajęcia – po żłobku i przedszkolu, w dobrej lokalizacji. Obejrzeliśmy go i niemal od razu zdecydowaliśmy: próbujemy.
Budynek był już częściowo przystosowany, ale i tak czekał nas remont oraz odbiór Sanepidu i Straży Pożarnej. Początki były wymagające, ale jak dziś patrzę na to, co tu zbudowałyśmy, to wiem, że warto było.
Od dwudziestki do pięćdziesiątki
Kiedy otwierałyśmy placówkę we wrześniu 2024, miałyśmy jedną grupę żłobkową i jedną przedszkolną, łącznie około dwudziestu dzieci. Teraz mamy już cztery grupy z ponad pięćdziesiątką dzieci, a od września będzie nas już siedemdziesięcioro.
Myślę, że rodzice widzą, że nasza placówka nie powstała dla biznesu. Powstała z pasji i potrzeby stworzenia miejsca, gdzie dzieci będą się czuć jak w drugim domu. Dajemy im dużo bliskości, przytulania, ciepła.
Niektóre maluchy potrafią wbiec z szatni do sali i zapomnieć pożegnać się z rodzicem. To chyba najlepsza recenzja.
Mój zespół to w dużej mierze osoby, z którymi znam się od lat – i które połączyła nie tylko praca, ale prawdziwa przyjaźń. Ta bliskość między nami przekłada się na atmosferę w salach. Dzieci czują, że dorośli wokół nich są ze sobą dobrze.
Okazało się, że lubię być dyrektorką
Przez pierwszy rok pracowałam razem z Martą w grupie żłobkowej – byłyśmy opiekunkami i jednocześnie prowadziłyśmy placówkę. Potem Marta zaszła w ciążę i zostałam sama. Musiałam przenieść się do biura.
Najtrudniejsze na początku było to, że wcześniej, jak pojawił się trudny rodzic, to szłam do dyrektora i problem był z głowy. Teraz to ja jestem tym dyrektorem i – mimo że z natury jestem nieśmiała – muszę prowadzić trudne rozmowy, dzwonić, załatwiać.
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że ta praca zarządzająca – maile, telefony, rozmowy z rodzicami, decyzje – też mi przypadnie do gustu. Choć cały czas tęsknię za pracą z dziećmi, więc przy każdej okazji zaglądam do grup, bawię się, przytulam. To ładuje akumulatory.
Rok z inną aplikacją – i wiedziałam, czego chcę
Wiedziałyśmy od początku, że będziemy potrzebowały aplikacji do zarządzania – w poprzednim przedszkolu korzystałyśmy z LiveKid i wiedziałyśmy, że to bardzo pomaga w pracy. Ale kiedy otwierałyśmy placówkę, konkurencyjna firma zadzwoniła pierwsza i tak zaczęłyśmy z inną aplikacją.
Po ponad roku z konkurencyjną aplikacją zdecydowałyśmy się na zmianę. I szczerze – na początku nie chodziło nawet o funkcje, tylko o podejście do klienta. W tamtej aplikacji miałam kontakt praktycznie tylko przy podpisywaniu umowy – i nawet tej umowy przez długi czas nie dostałam na maila (!). Żadnych telefonów, żadnego szkolenia, żadnego „czy coś pomóc?". Okazało się, że płaciłam za funkcje, o których istnieniu nawet nie wiedziałam, bo nikt mnie porządnie nie wdrożył.
W LiveKid już pierwsze spotkanie było inne – dostałam tyle wiedzy na raz, że poczułam się naprawdę zaopiekowana. I tak zostało. Teraz jak wystawiam rachunki, od razu jest telefon od opiekuna: czy wszystko w porządku, czy pomóc.
Ten spokój w głowie – że wiem, do kogo zadzwonić i że ktoś odbierze – jest dla mnie ważniejszy niż różnica w cenie. A różnica jest spora. Mimo to nie żałuję ani przez chwilę, bo widzę, że ta aplikacja mi po prostu więcej daje.
Telefon w kieszeni zamiast stosu papierów
U nas sto procent rodziców ma zainstalowaną aplikację. Nikt ich do tego nie zmuszał, po prostu tak wyszło. Odbijają wejścia i wyjścia dzieci za pomocą kodów, więc godziny pobytu dzieci w placówce zapisywane są automatycznie.
Pamiętam, jak wyglądało to bez aplikacji – ręczne listy, zliczanie godzin w dzienniku na koniec miesiąca, uzupełnianie wpisów wieczorami w domu, bo w ciągu dnia przy dzieciach po prostu nie było kiedy. Teraz dziewczyny mają telefon przy sobie i jedno kliknięcie wystarczy.
Korzystamy z galerii, ogłoszeń, wiadomości z rodzicami. Szablony szybkich komunikatów – brakuje pampersów, chusteczek – to teraz standardowy rytuał na sali. Kiedyś ja to musiałam wysyłać, teraz opiekunki wysyłają same.
Budzik można wyłączyć
Odkąd mamy aplikację, wszystkie dzienniki – w tym specjalistyczne – prowadzimy elektronicznie. To zupełnie inna jakość pracy. Kiedyś trzeba było wszystko wpisywać ręcznie, pilnować każdego wpisu z osobna. Teraz wszystko mam w jednym miejscu i w każdej chwili mogę to sprawdzić.
Z cateringiem było podobnie. Każdego wieczoru miałam ustawiony budzik na 20:00, żeby nie zapomnieć zamówić obiadów na następny dzień. Rodzice mieli czas na zgłaszanie nieobecności do 19:30. Odkąd korzystamy z LiveKid, SMS z zamówieniem wysyła się automatycznie o 22:00 na podstawie zgłoszonych obecności, czas dla rodziców został wydłużony do 21:30, a budzik można wyłączyć.
Jako dyrektor korzystam też intensywnie z przybornika dyrektora – gotowych wzorów dokumentów i generatorów, które oszczędzają mnóstwo czasu. Zamiast tworzyć dokumenty od zera, wchodzę, wybieram szablon i wprowadzam modyfikacje. Ostatnio robiłam tak dokumenty dla nowego dziecka z orzeczeniem – zajęło to chwilę, a nie godziny.
Tęsknię za salą – i mogę tam wracać
Nie spodziewałam się, że praca za biurkiem też może być moja – a jednak. Ale najbardziej cieszę się, że mimo wszystko mam czas, żeby wchodzić do grup i być z dziećmi. To jest mój reset.
LiveKid po prostu porządkuje tę część pracy, która wcześniej rozpraszała i zabierała czas. A to, co zostaje – relacje z dziećmi, rozmowy z rodzicami, budowanie zespołu – to jest to, dla czego w ogóle to wszystko robimy.





