Przejrzystość, bezpieczeństwo i zachwyceni rodzice – rozmową z Anną Kuzawińską, właścicielką żłobka Żelkusie

Opublikowano
13 października, 2025
logo żłobka Żelkusie, dyrektorka Anna Kuzawińska

Anna Kuzawińska, założycielka i dyrektor żłobka Żelkusie pod Siedlcami, przeszła w swojej karierze pedagogicznej wszystkie szczeble edukacji – od żłobka, przez przedszkole po szkołę podstawową, a także pracę jako terapeutaw poradni. To doświadczenie dało jej unikalną perspektywę na to, jak powinna wyglądać nowoczesna placówka. 

W rozmowie Anna opowiedziała nam o swojej codziennej pracy, trudnych początkach, swojej filozofii pracy z dorosłymi i z dziećmi, a także o tym, dlaczego LiveKid był dla niej kluczowy od pierwszego dnia działalności.

Żłobek dla syna

Pracowałam najpierw w przedszkolu, potem w żłobku, a następnie w szkole. Równocześnie rozwijałam się też jako terapeuta. Po kolejnym urlopie macierzyńskim, w czasie pandemii, nie wróciłam do szkoły. Przeprowadziliśmy się pod miasto, gdzie w okolicy nie było żadnego żłobka i sama miałam problem z zapewnieniem opieki synkowi. Nawet gdyby w placówkach w mieście były miejsca, to wtedy nie było żadnych dofinansowań i ceny były horrendalne. Nie chciałam wracać do pracy i oddawać ⅔ swojej pensji na czesne. 

Wtedy pojawił się pomysł własnego żłobka. Tym bardziej, że nasi sąsiedzi mieli wspaniały budynek po sklepie w dobrej lokalizacji do wynajęcia. Złożyłam wniosek do programu Maluch+ i... udało się. Sama, z dzieckiem na biodrze, nadzorowałam cały remont: od planów, przez konsultacje z budowlańcami, po zamawianie okien i drzwi. To była straszna przeprawa! Ale przetrwałam i jestem bardzo dumna z tego, co udało mi się stworzyć!

Piach, ziemia, woda i liście

Żelkusie (na marginesie – ta urocza nazwa to pomysł mojej córki) to jedyny żłobek sensoryczny w regionie i myślę, że to nas wyróżnia. Dzięki temu mamy komplet dzieci, listy rezerwowe i zapisy na kolejny rok. Trafiają się nawet mamy, których dzieci mają dwa, trzy tygodnie, a nawet te w ciąży!

U nas naprawdę się dużo dzieje. To wielka zasługa mojego zespołu, ale też tego, że daję opiekunkom możliwości realizowania pomysłów, które w innych placówkach być może trafiłyby na blokadę. To je pozytywnie nakręca. 

Kiedy słyszę: „Przywiezie nam Pani 60 litrów ziemi?”, mówię: „Nie ma problemu!”. 

Piach, ziemia, woda, liście… U nas takie rzeczy się dzieją, bo nie boimy się brudnych dzieci. Mimo takich czasem „szalonych” pomysłów, to tym, co nas jeszcze wyróżnia jest spokój. My nic nie robimy na siłę i myślę, że to daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że czują się tu po prostu dobrze. Czasem zdarza się, że ktoś z zewnątrz przychodzi i pyta: „A u Was są dzieci?” To jest szok, bo u nas jest cisza! 

LiveKid na liście zakupów

Nie wyobrażam w ogóle funkcjonowania bez LiveKid. Kiedy kilka lat temu pracowałam w żłobku koleżanki, widziałam, jak wyglądała jej praca bez aplikacji: obecności na kartce, pieluszki na karteczkach – po prostu hardcore! Pamiętam, że kiedy zaczęła współpracę z LiveKid stwierdziła, że odczuła taką ulgę, jakby kamień spadł jej z serca.

Dlatego ja z góry wiedziałam, że chcę LiveKid. Miałam spotkanie z przedstawicielem, kiedy jeszcze w żłobku trwał gruby remont. W ogóle nie brałam pod uwagę innej aplikacji. LiveKid był liderem – polecali go znajomi, w internecie też był najlepiej oceniany. 

Przejrzystość i bezpieczeństwo od pierwszego dnia

Tak więc od pierwszego dnia zaczęliśmy z aplikacją. To, co cenię najbardziej w LiveKid, to przejrzystość. Codziennie rano przeglądam kalendarz dzienny, sprawdzam ile będzie dzieci. Dzięki temu mogę łatwo rozplanować pracę kadry. Mój mąż czasem się dziwi: „Co Ty robisz w tym telefonie, ledwo się obudzisz?!”. Odpowiadam: „Sprawdzam aplikację!”.

LiveKid to także poczucie bezpieczeństwa dla kadry. Na szczęście w tym roku jeszcze nie mieliśmy takich sytuacji, ale zdarzało się, że rodzice mieli nieuzasadnione pretensje, a wręcz pracownice były przez nich słownie atakowane. Teraz już wiedzą, żeby w takiej sytuacji nie odpisywać, bo ja widzę całą korespondencję i mogę wkroczyć w odpowiednim momencie. One się czują bezpieczne, bo wiedzą, że ja nad tym czuwam i zawsze zareaguję.

Uwielbiam też rachunki, szczególnie, kiedy dostaję powiadomienia: „nowa wpłata, nowa wpłata” – jak to po prostu widać! 

Do tego super jest dyskretne przypomnienie o rachunkach. Nie piszę SMS-ów, nie dzwonię, nie łapię rodziców na korytarzu, a oni kiedy widzą w aplikacji powiadomienie, szybko się reflektują. Bo to przecież nie jest zła wola, tylko zwyczajne przeoczenie w nawale spraw do załatwienia.

Zachwyceni rodzice

Rodzice są też zachwyceni. Kiedy mówiłam o aplikacji na pierwszym zebraniu, siedzieli po prostu z otwartymi buziami: „Wow, coś takiego w ogóle istnieje!”. 

Cenią sobie, że obsługa aplikacji jest tak intuicyjna, że widzą kiedy dziecko spało, ile zjadło. Czasem się dziwią, że opiekunki mają czas na zanotowanie takich informacji. A to jest przecież chwila! Tak naprawdę nic nie zapisują, tylko klikają play kiedy dziecko zasypia, zjedzony posiłek oznaczają ilością marcheweczek, a informacje automatycznie trafiają do rodzica!

Myślę, że ta doskonała komunikacja, na którą pozwala nam LiveKid, też przyciąga do nas rodziców.

Współpraca, zaufanie i swoboda

Otworzenie własnej placówki dało mi swobodę, o jakiej zawsze marzyłam. Mogę w ciągu dnia pojechać po dziecko do szkoły i wrócić do pracy. Nikt mnie z tego nie rozlicza. Pamiętam, że początki były ciężkie i wiele musiałam się nauczyć na błędach, ale dzisiaj już mam wszystko opanowane i swoją robotę biurową potrafię ogarnąć w trzy dni w miesiącu. 

Dzieje się tak dlatego, że udało mi się zbudować system, który działa w oparciu o współpracę i zaufanie. W Żelkusiach wszyscy – ode mnie zaczynając, przez księgową, opiekunki, aż po panie sprzątające – wiedzą co mają robić i robią to świetnie. Mam zaufanie do swoich pracowników i oni o tym wiedzą. 

Co kluczowe, LiveKid jest ważnym elementem tego zaufania i organizacji. Aplikacja porządkuje komunikację z rodzicami, ułatwia rozliczenia, a ja mam stały, przejrzysty wgląd w to, co się dzieje. Dzięki temu nie muszę martwić się codziennym chaosem czy dokumentami. Wiem, że wszystko działa i nie boję się, że jak nie będzie mnie w placówce, to coś się zawali.

Baner
KształtyKształty