Zdążyć przed wrześniem 2026 – odbierz pakiet webinarów i materiałów dla Twojej placówki.
Dołącz

Próbowałam prostszej aplikacji. Wróciłam do LiveKid i już nie zamierzam odchodzić – Sylwia Kulus-Lachowicz, Akademia Malucha w Komorowie

Opublikowano
7 lipca, 2026

Akademia Malucha w Komorowie to przedszkole z 15-letnią historią. Sylwia Kulus-Lachowicz wraz z siostrą stworzyła placówkę dosłownie od zera, na swoich zasadach. Choć początki były trudne, dziś przedszkole wyróżnia się na tle okolicznych placówek wyjatkowym podejściem do dzieci z trudnościami. Pod jednym dachem rodzice mogą znaleźć tu specjalistów, których zwykle musieliby szukać osobno. 

Sylwia opowiedziała nam o tym, jak zarządzać takim miejscem, co daje jej prawdziwą satysfakcję po 15 latach pracy w przedszkolu – i dlaczego po doświadczeniu z inną aplikacją wróciła do LiveKid.

Mama dla mam

Kiedy po studiach wróciłam z małym synkiem w swoje rodzinne strony, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu okazało się, że znalezienie miejsca w przedszkolu nie jest taką prostą sprawą. Po prostu nie było miejsc! Myślałam, że jakoś to  załatwię, ale się nie udało – musiałam wozić synka do małego wiejskiego przedszkola w sąsiedniej miejscowości. 

Bardzo szybko więc wpadłam na pomysł, żeby otworzyć własną placówkę. Nie dlatego, że miałam gotowy biznesplan, tylko dlatego, że widziałam potrzebę. Wiedziałam też od razu, jakie miejsce chcę tworzyć. Zależało mi, żeby moje przedszkole było miejscem ciepłym, przyjaznym i bezpiecznym. Nie tylko dla dzieci, ale i dla rodziców. 

Chciałam, żeby mamy, które będą do nas przyprowadzały swoje maluchy czuły się tu mile widziane i żeby opuszczając budynek, były spokojne, że ich dzieci są w dobrym miejscu.

Własny budynek i trudne początki

Razem z siostrą próbowałyśmy najpierw wynająć lokal. Kiedy jednak to się nam nie udało, kupiłyśmy działkę i wybudowałyśmy budynek od zera. Zamiast pół roku trwało to półtora, ale efekt był tego warty. Mamy piękny 600-metrowy budynek i wspaniały duży ogród. Początki były bardzo trudne, bo zaczynałyśmy od czworga dzieci, z czego dwoje było naszych własnych.

Po jakimś czasie udało nam się jednak zdobyć zaufanie lokalnej społeczności i w szczycie wyżu demograficznego pod naszym dachem było ponad 120 dzieci. 

Specjaliści pod jednym dachem

Z biegiem czasu okazało się, że mamy predyspozycje do pracy z dziećmi z trudnościami. Zaczęłyśmy od jednej dziewczynki, którą wspominam do dziś. Była naszym drogowskazem.

Dziś mamy naprawdę świetny zespół specjalistów. Rodzice dzieci z orzeczeniami często mówią nam, że dzięki temu, że ich dzieci są tak dobrze u nas zaopiekowane, mogą zrezygnować z wielu zajęć dodatkowych poza placówką. To jest dla mnie największe wyróżnienie.

Administracja zaczęła mnie przytłaczać

Przy 120 dzieciach administracja zaczęła mnie przytłaczać. Rozliczenia robiłam na zwykłym programie księgowym, każdą osobę po kolei – pół dnia pracy w miesiącu, mimo że jestem po zarządzaniu i liczby mnie nie przerażają. Do tego nasze nauczycielki same zakładały grupy z rodzicami na różnych komunikatorach i ja nie miałam do tego dostępu. Wszystko rozchodziło się po kątach.

Zaczęłam szukać czegoś, co pomogłoby mi to poukładać. O LiveKidzie dowiedziałam się podczas jednego ze szkoleń ze znaną prawniczką. Przekonały mnie od razu przede wszystkiem funkcje związane z rozliczeniami, ale też to, że mogłabym mieć komunikację, dokumentację i zdjęcia w jednym miejscu.

Prostsze nie znaczy lepsze

Zaczęłam korzystać z LiveKid i wszystko było super, ale po jakimś czasie miałam wrażenie, że trochę mnie ta aplikacja przytłacza. W tym sensie, że ma bardzo dużo możliwości, z których ja po prostu nie korzystam. Postanowiłam spróbować z inną, prostszą i tańszą aplikacją. 

Na początku szło dobrze, ale później pojawiły się problemy techniczne. Wiadomo – mogą się zdarzać wszędzie, ale kluczowe jest jak firma na nie reaguje i czy są rozwiązywane. Tam dzwoniłam, zgłaszałam, słyszałam, że zaraz będzie poprawione. Ale nie było. 

I wtedy odebrałam telefon z LiveKid. Pomyślałam: to musi być znak. I wróciłam. Teraz wiem, że sprawdzone rozwiązania są najlepsze. A to, co kiedyś wydawało mi się zbyt rozbudowane, to właśnie jest to, czego naprawdę potrzebuję.

Aplikacja All in One

Najbardziej cenię to, że nie muszę przeskakiwać między narzędziami. Rozliczenia, komunikacja, galerie, obecności – wszystko mam w jednym miejscu.

Teraz przy rozliczeniach muszę tylko sprawdzić, czy cena się nie zmieniła u danego dziecka – i to zajmuje może 15 minut. Z komunikacją podobnie – widzę, co pisze terapeutka do rodzica, co pisze pani od angielskiego. Nic mi nie umyka. To ważne, bo jak pojawiają się nieuzasadnione zarzuty ze strony rodzica, mogę wkroczyć w odpowiednim momencie.

Istotna jest też dla mnie galeria zdjęć. Od jakiegoś czasu nie publikujemy twarzy dzieci na naszym Facebooku. Natomiast w aplikacji, w zamkniętych grupach dla rodziców, ciocie wysyłają mnóstwo zdjęć. Każde dziecko może mieć zdjęcie jak sadzi kwiatuszki w ogrodzie – bo wszyscy wiedzą, że to jest bezpieczne, zamknięte.

Efekty, które napędzają do pracy

Moim największym wyzwaniem jako dyrektora jest balansowanie między komfortem pracy nauczycieli a oczekiwaniami rodziców, które dzisiaj są zdecydowanie inne niż 20 lat temu.I choć jest to niesamowicie trudne, to kiedy widzę efekty swojej pracy, czuję ogromną satysfakcję. 

Czuję, że jestem na swoim miejscu, kiedy rodzic, który wraca do mnie z kolejnym dzieckiem, kiedy ktoś przychodzi i mówi: jestem tu z polecenia. Ale czuję to też wtedy, kiedy idąc na spacer spotykam swoich dawnych wychowanków, którzy się do mnie uśmiechają, serdecznie się witają. 

Mam w sobie trochę z idealistki – być może nie nadawałabym się do „twardego” biznesu. Ale właśnie dlatego zależy mi na tym, żeby czas i energia szły tam, gdzie naprawdę mają sens. Dzięki temu, że administracja jest poukładana, mogę patrzeć na to wszystko i wiedzieć, że jest dobrze.

Baner
KształtyKształty