Nowe
Ile kosztuje ręczne zarządzanie w Twojej placówce?
Sprawdź

Płatności przez aplikację to błyskawiczny wpływ na konto – przyznaje Aleksandra Olszewska, właściciela skandynawskiego żłobka „TuliMysię”

Opublikowano
20 stycznia, 2026
TuliMysie

„TuliMy się” to żłobek w stylu skandynawskim, gdzie priorytetem jest naturalny rozwój dzieci, bliskość i poczucie bezpieczeństwa. Placówki inspirowane modelem wychowania rodem z Norwegii, Szwecji czy Danii coraz liczniej pojawiają się na mapie Polski, jednak tym, co wyróżnia „TuliMysię” jest osobiste doświadczenie założycielki. 

Aleksandra Olszewska opowiedziała nam, jak to się stało, że po kilkuletnim pobycie w Norwegii postanowiła zawodowo zająć się opieką nad dziećmi, co urzekło ją w skandynawskim modelu wychowania oraz jak LiveKid pozwala jej łączyć pracę dyrektora z ukochaną przez nią funkcją opiekunki.

Od administracji do pedagogiki

Moje pierwsze wyobrażenie o tym, co będę robić w życiu, nie miało nic wspólnego ze żłobkiem. Uczyłam się w policealnej szkole administracyjnej i – mimo że nie cierpiałam „papierkowej roboty” – byłam przekonana, że moja przyszłość to praca za biurkiem. 

Los chciał, że idąc na staż do szkoły, zamiast do sekretariatu trafiłam do świetlicy. I to był najlepszy czas w moim życiu – było po prostu cudnie! Moja opiekunka stażu pewnego razu powiedziała mi wprost: „Ty nie powinnaś iść na tę administrację. Ty powinnaś pracować z dziećmi!". Od tamtej pory zaczęłam myśleć o zmianie kierunku ścieżki zawodowej. 

Prawdziwy przełom nastąpił jednak, kiedy na kilka lat wyjechaliśmy z mężem do Norwegii, gdzie urodziło się dwoje naszych dzieci. Tam postanowiłam, że chcę skończyć studia pedagogiczne. Byłam tak zdeterminowana, że jeździłam na zajęcia aż do Częstochowy. Zrobiłam licencjat mając małe dziecko i będąc w ciąży. Magisterkę skończyłam już po powrocie do Polski.

Moja Norwegia

Dwoje moich dzieci chodziło do żłobka i przedszkola w Norwegii. Codziennie mogłam obserwować, jak moje maluchy się rozwijają i uczą samodzielności we własnych tempie. Jak codziennie wychodzą na zewnątrz, są wolne, eksplorują. To było totalnie różne od tego, co wtedy działo się w Polsce. 

Zakochałam się w skandynawskim podejściu do opieki nad najmłodszymi. 

Nigdy nie zapomnę widoku mojego chorego synka, którego w norweskim przedszkolu tuliła na kanapie opiekunka, traktując go z taką czułością, jakby był jej własnym dzieckiem. To był moment, w którym pomyślałam: ja też chcę stworzyć takie miejsce.

W 2024 roku udało mi się spełnić marzenie i otworzyć „TuliMysię”. Wybudowaliśmy własny kameralny budynek na 22 dzieci w Osieku pod Toruniem i stworzyliśmy miejsce pełne ciepła i miłości.

Skandynawia pod Toruniem

W pracy z dziećmi bazujemy właśnie na modelu skandynawskim, dlatego nasze maluchy mnóstwo czasu spędzają na zewnątrz. Na razie na zabawie, ale w planie jest już weranda do leżakowania z prawdziwego zdarzenia, gdzie wiosną  i latem dzieci będą spać na dworze.

Nie przeszkadzamy dzieciom, nie kierujemy nimi nadmiernie – jesteśmy obok, dając swobodę. 

Rodziców uprzedzamy od razu: tutaj dzieci będą się brudzić, muszą mieć kalosze i dobre ubrania, bo wychodzimy każdego dnia. Budujemy odporność, rozbudzamy ciekawość, wzmacniamy poczucie sprawczości.

Wybawienie od papierkowej roboty

Jestem tym typem dyrektora, który równocześnie pracuje z dziećmi. Absolutnie nie chciałam z tego rezygnować. Do tego naprawdę nie cierpię papierkowej roboty. Dlatego kocham LiveKid! Bo dzięki aplikacji mogę ograniczyć papierologię do absolutnego minimum. 

Pamiętam czasy, kiedy pracowałam w przedszkolu – o Boże, ile tam było papierów! Ile czasu marnowało się na rzeczy, które w ogóle nie były pracą z dziećmi! Teraz, dzięki aplikacji, mam spokój. 

Błyskawiczne płatności

Absolutnym hitem są dla mnie rachunki. Ich wystawienie zajmuje dosłownie 2 minuty. Na początku trochę się bałam, że popełnię jakiś błąd przy wystawianiu, coś źle sobie kliknę. Ale Agnieszka, moja opiekunka z LiveKid, prowadziła mnie za rękę i miesiąc w miesiąc wystawiała ze mną rachunki, dopóki się nie oswoiłam. 

Część rodziców opłaca rachunki niemalże natychmiastowo, dzięki szybkim płatnościom w aplikacji. 

Pamiętam jak kiedyś wystawiałyśmy rachunki z Agnieszką i zanim skończyłyśmy, już miałam na koncie pierwsze wpłaty. Rodzice to uwielbiają, bo nie muszą się logować do banku, wpisywać danych. Klik i zapłacone. Szczególnie jak ktoś zapomni o terminie – aplikacja ratuje sytuację, bo przelew idzie błyskawicznie.

Przejrzystość i bezpieczeństwo

Mamy dwie grupy, chodzimy do ogrodu, rodzice odbierają dzieci o różnych porach. Musimy mieć pełną kontrolę nad tym, gdzie jest każde dziecko. Szybki rzut oka na aplikację i wiem, kto poszedł do której sali, a kogo już odebrano. 

Aplikacja ogromnie ułatwia nam też składanie zamówień cateringu. Po pierwsze mamy jasne zasady zgłaszania nieobecności i płatności za posiłki. Jeśli rodzic nie odwoła obecności w aplikacji do 17.00, to system automatycznie doliczy płatność do jego rachunku. 

Po drugie bardzo łatwo tworzę zamówienia. Ściągam raport z aplikacji i wysyłam go SMS-em do restauracji. 

Nie muszę nic liczyć, sprawdzać, z nikim dyskutować. To jasne zasady dla wszystkich! 

Komunikacja, która naprawdę działa

Kolejnym obszarem pracy, w którym LiveKid sprawdza się doskonale jest komunikacja z rodzicami. Aplikacja pomaga nam zwłaszcza w czasie adaptacji. To taki czas, kiedy niektórzy rodzice dosłownie trzęsą się ze stresu. Wiem, bo sama jestem mamą. Wysłanie im zdjęcia z podpisem „zabawa trwa" to dla nich zbawienie. 

Korzystamy też z galerii zdjęć – co piątek wrzucamy podsumowanie tygodnia. Dzięki temu rodzice widzą, że to, co mamy w planach, faktycznie realizujemy, a dzieci świetnie się bawią.

Wszystkie ważne komunikaty idą przez aplikację. Brakuje skarpetek? Wysyłamy szybkie powiadomienie do rodzica. Ogłoszenie o wydarzeniu? Cyk, i wszyscy wiedzą. To jedyna forma komunikacji, która naprawdę działa. A fizyczna tablica korkowa? U nas wiszą tam tylko „złote myśli". 

Dzięki technologii robię to, co kocham

Udało mi się zbudować świetny zespół. Mam wspaniałe opiekunki i każdego dnia jestem wdzięczna, że mogę razem z nimi pracować na sali.

Nie wyobrażam sobie, jak w ogóle można prowadzić placówkę bez aplikacji! Dzięki temu, że technologia zdejmuje mi z głowy te wszystkie administracyjne ciężary, mogę robić to, co kocham najbardziej: założyć kalosze i iść z dziećmi szukać przygód, nawet jeśli pada deszcz.

Baner
KształtyKształty