Zdążyć przed wrześniem 2026 – odbierz pakiet webinarów i materiałów dla Twojej placówki.
Dołącz

Odkryłam narzędzie, które zmieniło organizację pracy w żłobku  – rozmowa z Pauliną Brol, właścicielką Radosnych Skrzatów w Gołdapi

Opublikowano
1 lipca, 2026

Paulina Brol to kobieta o szerokich kompetencjach zawodowych – wieczna studentka i uczennica podnosząca swoje kwalifikację. Na co dzień pracuję jako diagnosta i terapeuta integracji sensorycznej, neurologopeda, terapeuta pedagogiczny. Pełni również funkcję dyrektora placówek, pozostając jednocześnie osobą aktywnie pracującą z dziećmi w grupie. Łączy w swojej pracy doświadczenie kliniczne, terapeutyczne i organizacyjne, co pozwala jej kompleksowo wspierać rozwój dzieci oraz efektywnie zarządzać placówką.  

Jej Radosne Skrzaty w Gołdapi to dziś dwie placówki – żłobek na 39 dzieci i przedszkole z grupą 20 dzieci. Placówki powstały w mieście, które przez około  15 lat nie miało żadnego żłobka. Paulina opowiedziała nam o tym, jak to się zaczęło, jak wyglądała praca bez aplikacji i dlaczego po epizodzie z inną aplikacją wróciła do LiveKid.

Pierwsza prywatna placówka w mieście

Kiedy wpadłam na pomysł otwarcia żłobka, w Gołdapi od około 15 lat nie było żadnej placówki opieki nad dziećmi do lat 3 – ani publicznej, ani niepublicznej. Droga do otwarcia nie była usłana różami, natomiast nigdy nie rezygnuję z realizacji ważnych przedsięwzięć. Konsekwencja, cierpliwość i umiejętność współpracy z odpowiednimi instytucjami pozwoliły mi uzyskać wszystkie wymagane pozwolenia i otworzyć placówkę żłobka

Zaczynałam z piątką dzieci, z czego jedno było moje własne. Żłobki były wówczas postrzegane jako miejsca, gdzie się daje dzieci przez okienko, bez nadzoru i komunikacji.

To był proces, który wymagał konsekwentnego budowania zaufania.  Po dwóch latach było już znacznie lepiej, zaczęły do nas trafiać dzieci z polecenia – rodziny, znajomych. Pojawił się też artykuł w Gazecie Olsztyńskiej. Zaczęto o nas mówić a my zaczęliśmy zdobywać zaufanie lokalnej społeczności.

I wtedy pomyślałam, że czas na kolejny, decydujacy krok – krok do jeszcze większej odpowiedzialności, pracy i zaangażowania.

„Bo są Radosne Skrzaty – czas wracać do pracy”

Napisałam projekt pod tą właśnie nazwą i dostałam wysokie dofinansowanie w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Warmińsko-Mazurskiego 2014-2020. Celem projektu było ułatwienie rodzicom powrotu na rynek pracy poprzez zapewnienie miejsc opieki nad dziećmi do lat 3. 

Z perspektywy czasu myślę, że nie byłam wtedy do końca świadoma skali wyzwań, z jakimi przyjdzie mi się zmierzyć, ani tego, ile pracy będzie wymagało zorganizowanie całego przedsięwzięcia. Zawsze jednak kierowałam się zasadą, że bez odwagi i gotowości do podjęcia ryzyka trudno osiągnąć sukces. Moje motto życiowe to „Kto nie ryzykuje, ten nie piję szampana”.

Z tego dofinansowania otworzyliśmy drugą placówkę – żłobek na 39 dzieci. Koszty pobytu dziecka w ramach projektu to było jedynie 80 złotych miesięcznie, więc wychowaliśmy i wykształciliśmy przez te dwa lata naprawdę dużą grupę dzieci.

A pierwszy żłobek przekształciłam w przedszkole, bo rodzice od dawna pytali: czemu pani nie ma jeszcze przedszkola? My byśmy u pani zostali. I zostali. Dziś pytają, kiedy otwieram szkołę i twierdzą, że już dawno powinnam mieć porodówkę.

Zarządzanie z dywanu

Bardzo ważne jest dla nas wsparcie dzieci z różnymi trudnościami i ich rodziców. Wychwytujemy je już u dzieci żłobkowych, co nie jest częste. Rodzice dostają od nas konkretne wskazówki i kierujemy ich do odpowiednich specjalistów, zanim problem urośnie. W przedszkolu też pracujemy z dziećmi ze specjalnymi potrzebami, w tym z dziećmi w spektrum autyzmu.

Poza pełnieniem funkcji dyrektora w obu prowadzonych przeze mnie placówkach, prowadzę również własny gabinet terapeutyczny. Na co dzień pracuję jako neurologopeda oraz terapeuta integracji sensorycznej. Łączenie pracy managerskiej z bezpośrednim wsparciem dzieci i ich rodzin pozwala mi spojrzeć  na funkcjonowanie placówki zarówno z perspektywy dyrektora, jak i praktyka, każdego dnia pracuję z małymi pacjentami. 

W Radosnych Skrzatach tworzymy stały 14 osobowy zespół, który stanowi ogromna siłę naszej placówki. To osoby zaangażowane, odpowiedzialne i w pełni oddane swojej pracy. Mogę zawsze na nie liczyć – nawet podczas mojej nieobecności sprawnie i samodzielnie dbają o codzienne funkcjonowanie placówek. Dla mnie jest to najlepszy dowód na to, że udało nam się zbudować stabilny, dobrze funkcjonujący zespół

Kartka, długopis i grupy na Messengerze

Choć kartka i długopis zawsze były dla mnie rzeczą świętą, z czasem ręczne liczenie frekwencji po prostu przestało mieć sens. Grafiki pracowników, obecności dzieci, naliczanie opłat – wszystko to wymagało chaotycznego biegania z kartkami. 

Kiedy otworzyłam gabinet terapeutyczny i liczba dzieci w placówkach rosła, to było po prostu nie do ogarnięcia. Komunikacja z rodzicami odbywała się na żywo – rozmowy na wejściu i wyjściu, spotkania, telefon grupowy. Celowo nie tworzyłam grup na Messengerze, bo widziałam, jak w innych placówkach zamieniały się w niekończący się strumień wiadomości o każdej porze dnia i nocy. Zawsze dbałam o komfort psychiczny moich pracowników i obawiałam się, że aplikacja otworzy rodzicom możliwość pisania po godzinach i nie będzie od tego ucieczki.

Bezpieczeństwo i nowoczesność

Chciałam  jakoś usprawnić komunikację z rodzicami i rozliczenia i nawiązałam współpracę z LiveKid. Przekonały mnie dwa argumenty. Pierwszy to ochrona danych osobowych – chciałam, żeby to była nasza reklama, że obsługujemy się profesjonalną aplikacją. Drugi to komunikacja z rodzicami: często rodzic oddaje dziecko w biegu, nie zdąży powiedzieć, nie powie, a my mamy sprawę. Aplikacja to zamknęła w jednym miejscu, bez chaosu.

Mimo to na początku, kiedy włączyłyśmy wszystkie funkcje w LiveKid, trochę nas to przytłoczyło. Miałam wrażenie, że aplikacja jest dla nas za bogata – korzystałyśmy tylko z ułamka możliwości. Jakieś dwa lata temu zmieniłam aplikację na tańszą i prostszą. Przez jakiś czas nawet się sprawdzała.

Za bogata, za prosta, w sam raz

Później zdecydowałam jednak, że chcę wprowadzić w przedszkolu dziennik elektroniczny. Stwierdziłam, że to trzeba zrobić porządnie i zdecydowałam się wrócić do LiveKid. Dziennik jest czysty, przejrzysty, wszystkie moje nauczycielki – w tym specjalistki – szybko się nauczyły.

W LiveKid mogę wejść w kalendarz dzienny, miesięczny, roczny, zrobić wydruk, zobaczyć całą historię obecności dziecka. Kiedy np. mam rodzica, z którym się rozstaję – potrzebuję obrazu trzech ostatnich miesięcy: obecności, opłat. Tego nie było w tamtej aplikacji, a tu działa świetnie.

I jeszcze obsługa. Miałam wrażenie, że tamta aplikacja jest na pierwszym etapie funkcjonowania – rzucona do testowania. W LiveKid jak mam sprawę, dzwonię do swojej opiekunki. Jak jej nie ma, ktoś inny odbierze i pomoże.

Ważna jest też dla mnie ochrona wizerunku dzieci. Nigdy nie chciałam wystawiać zdjęć małych dzieci publicznie. W LiveKid zdjęcia są tylko w aplikacji. Rodzic, który chce pokazać zdjęcia babci, dziadkowi pokazuje – reszta nie ma do tego wglądu. To, jak dzieci się uczą, pracują, bawią widzą na zdjęciach tylko i wyłącznie rodzice. 

Dzień roboczy tygodniowo

Gdybym miała oszacować, ile czasu oszczędzam dzięki aplikacji to myślę, że tygodniowo to jest jeden dzień roboczy. Liczenie frekwencji, notowanie zmian, naliczanie opłat, pisanie informacji do rodziców.

Każda taka rzecz to od 5 do 20 minut, które wyrywały mnie z tego, co robiłam.

A teraz? Grafiki mam pod ręką. Jestem na urlopie, jest niedziela, wchodzę i widzę, kto ma jutro zmianę. Dziewczyny wpisują wszystkie zajęcia i imprezy do aplikacji, więc mam pełny obraz bez biegania po placówce.

Dziś mam pod sobą 80 dzieci – 78 cudzych i dwoje własnych

Kiedy ktoś pyta mnie, ile mam dzieci, mówię: osiemdziesiąt – 78 cudzych i dwoje własnych. Bo ja o dzieciach w placówce zawsze mówię „moje dzieci” Walczę o nie jak prawdziwa mama – żeby miały wszystko, co należy się innym, a nawet więcej. Ktoś mi zaufał i ja muszę zrobić dla tych dzieci najlepszą robotę.

Każdego ranka, kiedy wchodzę do placówki, rzucam torebkę na schody i od razu idę do dzieci. Te osiem godzin tygodniowo, które wcześniej szły na papiery, teraz idzie właśnie na pracę z dziećmi.

Baner
KształtyKształty