Baby Academy to kilka miejsc jednocześnie: żłobek i przedszkole w Grodzisku Mazowieckim, przedszkole dwujęzyczne oraz przedszkole i szkoła w Warszawie. Za całością stoi Fundacja Blisko – organizacja, która obok edukacji prowadzi kuchnię społeczną, angażuje się w wolontariat i włącza do codzienności placówek osoby z niepełnosprawnościami.
Katarzyna Dębska zarządza przedszkolem i żłobkiem w Grodzisku od prawie ośmiu lat. Opowiedziała nam o tym, dlaczego 99% sukcesu to ludzie, jak przekonała do e-dziennika nawet największe zwolenniczki papieru – i dlaczego kluczowy jest dla niej dostęp do korespondencji z rodzicami.
Od opiekunki do dyrektorki
Praca z dziećmi zawsze była moim marzeniem. Zaczęłam je spełniać bardzo młodo, jako opiekunka domowa. Później skończyłam pedagogikę przedszkolną z terapią pedagogiczną i zaczęłam pracę jako nauczyciel.
Przypadek sprawił, że zastąpiłam kogoś zajmującego się organizacją całej placówki. Okazało się, że świetnie się odnalazłam w takiej administracyjno-organizacyjnej roli. Mając 26 lat zostałam dyrektorem do spraw pedagogicznych. Później trafiłam do Baby Academy i pokochałam to miejsce!
Fantastyczna kadra i działalność społeczna
Pod moją opieką są dwie placówki: żłobek na ponad trzydzieścioro maluchów i dwa razy liczniejsze przedszkole. Poza nauczycielami i opiekunkami mamy jeszcze szereg współpracujących z nami specjalistów, więc w sumie kadra to prawie 20 osób. To jest fantastyczny, zgrany zespół, mówię to z ręką na sercu.
Kiedy masz takich ludzi, możesz się skupić na tym, co ważne. To jest naprawdę 99% sukcesu!
Tym, co definiuje nasze miejsce, jest zaangażowanie w działalność społeczną. Jesteśmy związani z Fundacją Blisko, która prowadzi między innymi kuchnię społeczną w Grodzisku. Kuchnia zaopatruje m.in. nasze placówki, a co dziesiąty posiłek trafia do osób potrzebujących.
Prowadzimy też działalność skierowaną do osób z niepełnosprawnościami, które m.in. odbywają staże w naszych placówkach. Od września będzie z nami pracowała już na stałe jedna z naszych stażystek, jeżdżąca na wózku.
To jest wspaniałe, że możemy pomagać spełniać marzenia i rozwijać się takim osobom zawodowo, a jednocześnie budować empatię i tolerancję u naszych wychowanków od najmłodszych lat.
Telefon na grupie, SMS do kuchni i WhatsApp dla rodziców
Zanim pojawił się LiveKid, każda grupa miała swój telefon służbowy – rodzice pisali SMSy, nauczycielki przerzucały go między sobą. Starały się jednocześnie ograniczać korzystanie z telefonu podczas zajęć do niezbędnego minimum, aby w pełni skoncentrować się na pracy z dziećmi. Stanowiło to dodatkowe wyzwanie organizacyjne w komunikacji z rodzicami.
Zdjęcia wrzucaliśmy na Facebooka, rodzice byli w grupach na WhatsAppie. Tego już dawno nie ma, ale wracam do tamtego czasu i widzę, ile przy tym było zamieszania.
Dziś wszystko idzie przez aplikację – ogłoszenia, wiadomości, galeria. I co ważne: zdjęcia są dostępne tylko dla rodziców z danej grupy, nie publiczne. Coraz więcej rodziców pyta o zgody na wykorzystanie wizerunku już na spotkaniu rekrutacyjnym: nie chcą, żeby zdjęcia ich dzieci były publikowane w internecie.
LiveKid pozwala nam dzielić się zdjęciami z rodzicami, bez naruszania prywatności dzieci.
Dobra komunikacja to priorytet
Najbardziej w LiveKid lubię funkcje pozwalające na komunikację z rodzicami. Doceniam to, że mogę mieć wgląd w wymianę wiadomości pomiędzy kadrą a rodzicami. Z jednej strony pozwala mi to reagować w trudnych sytuacjach, z drugiej – wiem, że mam wpływ na jakość i poziom tej komunikacji. I to daje mi spokój.
Bardzo dużo korzystam też z ogłoszeń. Gdy pojawia się nagła sytuacja wymagająca natychmiastowej reakcji, od razu idzie ogłoszenie do wszystkich rodziców. Widzę, kto przeczytał. Zero nerwów, zero telefonów.
Kuchnia też korzysta z aplikacji
Poprzez LiveKid przekazujemy też zamówienia na kuchnię. Wcześniej opiekunki ze żłobka musiały rano sprawdzać listę dzieci i dzwonić na kuchnię z informacją, kto dziś jest i co je. Łatwo było wtedy o pomyłkę.
Teraz każdego ranka kuchnia dostaje z systemu listę obecnych dzieci razem z dietami i alergenami w Excelu.
Sytuacje, że brakuje nam dania bez truskawek dla uczulonej na nie Marysi, już się nie zdarzają.
Nauczycielki bały się e-dziennika
Najtrudniejsze było przekonanie starszej kadry do dziennika elektronicznego. Nauczycielki były przyzwyczajone do papierowych dzienników. Kiedy w zeszłym roku nasza pierwsza placówka przechodziła na elektroniczny, słyszałam od nich: „Kasia, nie rób nam tego. My się w tym nie odnajdziemy, chcemy papierowy".
Usiadłam z nimi i pokazałam: klikasz, wpisujesz, masz całą podstawę programową, możesz ją ściągnąć z programu wydawnictwa i tylko modyfikować wpisy. Robisz dokładnie to samo co do tej pory, tylko bez pisania ręcznego.
Ich reakcja po przejściu? Są zachwycone, że nie muszą nic przepisywać. Szczególnie doceniają to, że jeśli któraś wróci po nieobecności i ma do uzupełnienia kilka dni – zamiast pięciu dni pracy zajmuje jej to pięć minut.
Ja jako dyrektor też jestem spokojniejsza. W każdej chwili mogę wejść w system i sprawdzić, jak wyglądają dzienniki, poprosić o uzupełnienie. I nie muszę chodzić z papierowym dziennikiem pod pachą.
LiveKid daje czas i porządek
Co daje mi LiveKid na co dzień? Przede wszystkim czas i porządek. Rodzice płacą szybkimi przelewami w aplikacji. Zliczanie obecności, które kiedyś trzeba było sprawdzać ręcznie i zestawiać ze stawką żywieniową, teraz dzieje się automatycznie. Ogłoszenia idą w sekundy.
Dzięki temu mogę skupić się na tym, co napędza mnie zawodowo: na pracy z ludźmi i na ich rozwoju. A spokój, który daje dobrze działający system, sprawia, że mam energię na to, żeby przy ludziach naprawdę być.





