Zmiana oprogramowania w przedszkolu to decyzja, której nikt nie podejmuje z nudów. Wymaga czasu, wdrożenia, przekonania personelu i rodziców. Skoro ponad 250 dyrektorów przez to przeszło – musiał być ku temu konkretny powód.
Zapytaliśmy ich, co się stało. Nie szukaliśmy odpowiedzi „bo LiveKid jest lepszy". Szukaliśmy momentu, w którym powiedzieli: dość. I okazało się, że te momenty są zaskakująco podobne – niezależnie od tego, czy poprzednia aplikacja była tańsza, droższa, czy kosztowała tyle samo.
Aplikacja, która niby działała
Część dyrektorów nie miała dramatycznych historii. Poprzedni system po prostu... nie dawał więcej. Obsługiwał obecności, może naliczał płatności – i na tym koniec.
Korzystałyśmy z aplikacji Stoperek, ale ona obsługiwała wyłącznie obecności i naliczanie płatności. Kiedy poznałyśmy ofertę LiveKid, stwierdziłyśmy, że to jest dokładnie to, czego potrzebujemy.
Asia Bojarczuk, Fiku Miku
Wcześniej używaliśmy prostszej aplikacji, której możliwości były dość ograniczone: nie korzystaliśmy z komunikacji z rodzicami, nie było galerii zdjęć czy ogłoszeń.
Anita Sikora, Mistrzowie Zabawy
Jako że jesteśmy zespołem szkolno-przedszkolnym, przez jakiś czas korzystaliśmy w przedszkolu z aplikacji dedykowanej dla szkoły. Jednak prawda jest taka, że tamten system nie był skrojony pod przedszkole.
Elżbieta Śmiglak, ZSP w Dopiewie
Tamten system był w sumie wystarczający. Natomiast kiedy zaczęliśmy szukać rozwiązań, które usprawniłyby różne aspekty funkcjonowania, okazało się, że w aplikacji, z której korzystaliśmy, kilku funkcji mi brakowało. Pozornie obydwie aplikacje są bardzo podobne, ale LiveKid ma dużo większe możliwości.
Sylwia Skonieczna, Kolorowe Kredki
To nie są opowieści o katastrofach. To opowieści o narzędziu, które rozwiązywało jeden problem – i stawało się kulą u nogi przy każdym kolejnym.
Kiedy „tańsze" okazało się droższe
Inne doświadczenia miały dyrektorki, które świadomie wybrały tańsze rozwiązanie. Efekt był podobny – tyle że kosztował więcej nerwów.
Na początku korzystałam z innej aplikacji. Wprowadziłam ją »na próbę« tylko w klubie dziecięcym. Była tańsza, ale szybko okazało się, że ta oszczędność to był błąd. Od samego początku były problemy. Wszystko było toporne, nieintuicyjne, a jak coś się psuło – zostawałam z tym sama. Skarżyły się opiekunki, skarżyli się rodzice.
Magdalena Ulbin, Małe Przedszkola
Dla Magdy najdotkliwszy był chaos rozliczeń. Zgłoszenia nieobecności nie zaczytywały się w systemie. Kiedy rodzic nie zgłosił nieobecności, a nauczyciel nie wpisał obecności – w systemie zostawało puste miejsce i opłata za wyżywienie nie była naliczana. Dopłacała z własnej kieszeni.
Rozliczanie miesiąca to była katorga! Żeby to wszystko uporządkować, musiałam poświęcić więcej czasu niż kiedy nie miałam aplikacji. Byłam już tak sfrustrowana, że chciałam wrócić po prostu do telefonów i maili.
I ta puenta, która mówi wszystko:
Tańsza aplikacja kosztowała mnie mnóstwo czasu, zdrowia i energii. Dzisiaj jestem przekonana, że cena nie powinna być głównym kryterium wyboru.
Podobną drogę przeszła Urszula Kaźmierska, właścicielka Żłobka Świat Montessori w Kielcach. Też zaczęła od tańszej opcji, też szybko poczuła konsekwencje.
Szybko stało się oczywiste, że niższa cena poprzedniej aplikacji wynikała z dużo gorszej jakości. Zaczęły narastać problemy techniczne – aplikacja ciągle się zawieszała, były problemy ze zgłaszaniem nieobecności, rodzice nie mogli sprawdzić podstawowych informacji, otworzyć plików. Zaczęłam odbierać smsy i telefony. Byłam zmęczona brakiem profesjonalizmu tamtej aplikacji.
Kiedy błędy stały się codziennością
Dla niektórych placówek problemem nie był brak funkcji, ale to, że te funkcje po prostu nie działały.
Rodzice mieli problemy z logowaniem, system nie działał sprawnie, a my musieliśmy ręcznie poprawiać błędy. To było bardzo męczące i czasochłonne.
Anna Zarachowicz, Przedszkole w Kuźnicy
W Kuźnicy sekretarka spędzała godzinę, półtorej na sprawdzaniu i poprawianiu list obecności. Dziś zajmuje to 5 minut.
Paulina Kania z Dwujęzycznych Dzieci do zmiany potrzebowała jednej rozmowy z koleżanką:
Narzekałam kiedyś na ten poprzedni system przyjaciółce, która też prowadzi przedszkole w naszym mieście. Opowiadałam jej, że różne rzeczy nie działają: że giną wiadomości albo przy wysyłaniu połowa się kasuje, że panie nie mogą wstawiać ogłoszeń czy galerii zdjęć, więc ja muszę to robić. A ona mi mówi: »Zobacz, my mamy taką świetną aplikację, nigdy się nie zacina, rodzice są zadowoleni«. I pokazała mi LiveKid. Zadzwoniłam, umówiłam się na prezentację i już nie szukałam innych opcji.
Podobną historię ma Anna Przystalowska z 7 Krasnoludków – z tym że ona LiveKid już znała:
W przeszłości korzystałam już z LiveKid, ale później dałam się skusić niższą ceną i przeszłam do innej aplikacji. To był błąd. Było sporo problemów – rodzice co chwilę zgłaszali jakieś awarie, rachunki nie zawsze działały tak, jak powinny. Dodatkowo kontakt z obsługą był bardzo kiepski, a prawdziwe zainteresowanie pojawiło się dopiero, gdy złożyłam wypowiedzenie.
Anna Przystalowska, 7 Krasnoludków
Kiedy nikt nie odbiera telefonu
Wątek obsługi klienta pojawia się w niemal każdej rozmowie. I nie chodzi tylko o awarie – chodzi o poczucie, że ktoś jest po drugiej stronie.
W poprzedniej aplikacji zdarzyło mi się, że nikt nie odebrał ode mnie telefonu przez tydzień! Kiedy pani w końcu oddzwoniła, okazało się, że była na urlopie… Kiedy nawet już odbierali, zadawali pytania w sposób niezrozumiały albo tak, że czułam, że dzwonię w sprawie, z którą »powinnam« sobie sama poradzić.
Magdalena Ulbin, Małe Przedszkola
Płaciłam za funkcje, o których istnieniu nawet nie wiedziałam, bo nikt mnie porządnie nie wdrożył.
Natalia Kwiatek-Świerżewska, Przedszkole i Żłobek „Z Pasji"
Ten brak kontaktu to nie tylko dyskomfort. To realne straty – funkcje, za które się płaci, a których się nie używa, bo nikt nie pokazał jak.
Ci, którzy wrócili
Osobna kategoria to dyrektorzy, którzy LiveKid znali, odeszli – i wrócili. To najsilniejszy rodzaj opinii, bo to decyzja podjęta po raz drugi, świadomie, z porównaniem.
Dorota Kruk z Przedszkola Imago miała jedno z krótszych „rozstań":
Był taki moment, że na chwilę rozstaliśmy się z LiveKid i zmieniliśmy aplikację. Dosłownie moment, bo już w pierwszych dniach okazało się, że ta druga aplikacja to jedna wielka porażka. Obiecywali wszystko to, co ma LiveKid plus jeszcze jakieś dodatkowe funkcje. Jak przyszło co do czego, okazało się, że nic nie działa jak powinno, a niektórych funkcji nie ma w ogóle.
Brakowało faktur. Brakowało zaznaczania posiłków – zamiast tego trzeba było generować PDF i wysyłać go do cateringu ręcznie. Aplikacja działała na telefonie tylko dla rodziców, dla kadry wyłącznie na komputerze. Kiedy pani Dorota składała wypowiedzenie i chciała opowiedzieć, co nie działało, dowiedziała się, że opiekunka już nie pracuje. Nikt się więcej nie odezwał.
Po tygodniu byliśmy z powrotem w LiveKid i od tamtej pory wszystko jest w porządku. Kontakt jest świetny, opiekun dzwoni do mnie raz w tygodniu upewnić się, czy wszystko jest okej.
Iwona Kaczmarz z Przedszkola Jaśkowo przez dwa lata korzystała z LiveKid, potem zmieniła system na pozornie podobny. Funkcje niby te same, ale:
Cały czas pojawiały się błędy, które bardzo utrudniały nam funkcjonowanie, np. problemy z ładowaniem zdjęć do galerii czy nawet z otworzeniem modułu wiadomości, żeby szybko odpowiedzieć rodzicowi. A my przecież robimy takie rzeczy wtedy, kiedy akurat mamy wolną chwilę. Jeśli nie wrzucimy zdjęć od razu, może się okazać, że już w ogóle tego nie zrobimy.
Kiedy zgłaszała problemy, słyszała, że wina leży po stronie ich połączenia z internetem. W końcu wróciła.
Wróciłyśmy do LiveKid i… wszystko hula! Ani jednego zacięcia, ani jednego błędu, zero nerwów.
Anna Przystalowska z 7 Krasnoludków podsumowuje to krótko:
Wróciłam do LiveKid i jestem przeszczęśliwa. Czasem trzeba po prostu zapłacić za coś lepszego. Będę w LiveKid dożywotnio!
Spokój w głowie
Wszystkie te historie łączy coś, co trudno wpisać w tabelę porównawczą funkcji. Natalia Kwiatek-Świerżewska z Przedszkola i Żłobka „Z Pasji", która rok spędziła z konkurencyjną aplikacją zanim trafiła do LiveKid, ujęła to tak:
Ten spokój w głowie – że wiem, do kogo zadzwonić i że ktoś odbierze – jest dla mnie ważniejszy niż różnica w cenie. A różnica jest spora. Mimo to nie żałuję ani przez chwilę, bo widzę, że ta aplikacja mi po prostu więcej daje.
Aplikacja do zarządzania przedszkolem to nie zakup jednorazowy. To narzędzie, z którym pracujesz codziennie – Ty, Twój personel i pośrednio rodzice. Kiedy coś nie działa, nie cierpi tylko dyrektor. Cierpią relacje, rozliczenia i czas, który mógłby pójść na coś ważniejszego.
Ponad 250 dyrektorów postanowiło, że czas na zmianę. Może to też Twój moment.
Masz pytania? Umów się na bezpłatną prezentację – opowiemy Ci o wszystkim, co ważne dla Twojej placówki.





