Choroby w przedszkolu i żłobku
Wypróbuj livekid
Udostępnij stronę:
Skopiuj link
Szkolenia z certyfikacją - Twój krok do edukacji.
Zobacz szkolenia

Choroby w przedszkolu i żłobku. Jak zorganizować pracę i przyspieszyć zgłaszanie nieobecności?

9 maja, 2022 |
Izabela Witek

Pomysł na założenie żłobka zrodził się na urlopie macierzyńskim, kiedy Anna Stypa szukała żłobka dla swojej córki. O miejscu w żłobku miejskim nie było co marzyć. Postanowiła zatem otworzyć własny - samodzielnie. I tak cztery lata temu powstał Wesoły Bobas - żłobek sensoryczno-przyrodniczy położony w miejscowości Grochowe na Podkarpaciu. A jak zaczęła się przygoda z LiveKid i dlaczego aplikacja jest niezbędna w czasie sezonu chorobowego?

W tej historii:

Integracja sensoryczna i przyroda

Zaczynaliśmy rozwój tak naprawdę od dwójki dzieci - w tym moja córka. Obecnie mamy miejsce, aby przyjąć 40 dzieci i specjalizujemy się w profilu sensoryczno-przyrodniczym. Są dwie grupy - maluszki od roku do dwóch lat, i druga grupa od dwóch do trzech lat.

Mamy duże możliwości, jeśli chodzi o tereny spacerowe. Codziennie prowadzimy zajęcia związane z przyrodą, zarówno w placówce, jak i na zewnątrz. W żłobku towarzyszą nam również rybki, które wśród dzieci cieszą się ogromnym powodzeniem. Wszystkie chcą ja karmić! Latem dużo czasu spędzamy na pobliskich gospodarstwach, gdzie dzieci mają styczność z większą ilością zwierzątek.

Dzień Wesołego Bobasa

Skupiliśmy się w żłobku mocno na integracji sensorycznej - mamy w placówce specjalną salę, z sensorycznymi akcesoriami, na których dzieci mogą ćwiczyć wiele umiejętności. Nasz dzień wygląda standardowo, zaczynamy od przywitania i śniadanka, później są zajęcia plastyczne, muzyczne, rytmiczne, z języka angielskiego, sensoryczne. Przed obiadem często wychodzimy na spacer, a następnie jest czas na odpoczynek i sen.

LiveKid “pożyczony” od koleżanki

Gdy otwierałam żłobek, szukałam różnych inspiracji. Sama jestem z wykształcenia pedagogiem, socjologiem, ale nie pracowałam nigdy w żłobku. Zaczęłam współpracować z koleżanką z Krakowa, która prowadzi żłobek na Ruczaju. Byłam u niej, oglądałam żłobek. Otrzymałam na początku dużą dawkę pomocy i wsparcia z jej strony. Planowała wtedy rozpoczęcie współpracy z LiveKid. I ja też postanowiłam spróbować. I tak się stało, że mijają już trzy lata naszej współpracy! A pamiętam do dzisiaj, jak siedziałam sobie na placu zabaw i uczyłam się, jak działa aplikacja.

Dobra energia przyciąga!

Zespół LiveKid to osoby młode, pełne wigoru i energii. Do takiego właśnie zespołu chciałam dołączyć wraz ze swoją placówką. Widać, że się rozwijacie, chce Wam się i zależy. Macie takiego "powera". To jest widoczne - ja zostałam od razu dobrze zaopiekowana. I zawsze jak do Was zadzwonię, to aż miło porozmawiać.

Dyrektor “na zdalnym”

Funkcją, którą przede wszystkim pokochali rodzice, była galeria zdjęć w aplikacji. Bardzo lubią je oglądać! A wcześniej był z tym problem, bo ja nie miałam gdzie tego trzymać.

Ja jestem trochę "dyrektorem zdalnym", nie jestem codziennie w placówce. To głównie przez aplikację kontaktuję się zarówno z rodzicami jak i opiekunkami. Nie muszę już wykonywać telefonów, czy pisać smsów, żeby się czegokolwiek szybko dowiedzieć. Dzięki temu trzymam rękę na pulsie. Ten kontakt z rodzicami jest dla mnie bezcenny!

Zmiany w komunikacji

To, czego przede wszystkim szukałam, to możliwość wystawiania faktur przez aplikację i mobilnych płatności. Wcześniej dokumenty miałam w Wordzie i to mi zajmowało mnóstwo czasu. Każdą fakturę wypisywałam osobno ręcznie, potem drukowałam, przybijałam pieczątkę, zawoziłam do żłobka. Panie rozdawały rodzicom. Możecie sobie wyobrazić dalszy proces - nie wszyscy rodzice akurat byli, niektóre dzieci chorowały, więc faktury docierały do nich np. po tygodniu czy dwóch.

Wtedy komunikacja była trudna. A teraz - nie dość, że nie drukuję papieru, to jeszcze nie muszę nigdzie jeździć, a rodzice faktury mają wystawione w aplikacji i nie muszą ich odbierać osobiście. Zniknął problem związany z tym, że papierowe dokumenty też łatwo gdzieś zawieruszyć, zostawić, albo po prostu o nich zapomnieć.

Co z tymi chorobami?

Na choroby w placówce tak naprawdę nikt złotego środka nie ma - i pewnie nigdy go nie będzie. Natomiast z aplikacją zdecydowanie jest to wszystko jakoś łatwiej "ogarnąć". Tu przede wszystkim chodzi o kontakt, bo to pomaga się zorganizować. Panie mogą mi szybko napisać, jeśli są np. chore. A jeśli chodzi o dzieci - widzę, ile dzieci w danym momencie choruje, a które są zdrowe. Jestem też wtedy w stanie dopasować liczbę opiekunek.

Szybciej zgłoszone nieobecności

Samych chorób się nie ustrzeżemy, taka jest prawda. Natomiast zdecydowanie jest o tyle łatwiej, że rodzice mając aplikację, szybciej to wszystko zgłaszają i to jest zauważalne. Rodzice nie lubili chyba przede wszystkim pisania powodów, dlaczego dziecka nie będzie. W aplikacji nie czują się do tego zobowiązani. A dla nas to jest ogromne ułatwienie, jeśli wiemy o nieobecnościach najwcześniej, jak to możliwe.

Pisanie smsów, szczególnie w sytuacjach, gdy sporo osób choruje, po prostu się nie sprawdzało. Tak naprawdę nigdy nie wiedziałyśmy na pewno, ile dzieci będzie, a ile nie. A to też jest kwestia zamówień do cateringu i nadprogramowego jedzenia, które potem zostaje.

Aplikacja kroniką żłobka

Mam wrażenie, że dzięki temu, że korzystamy z aplikacji, nasza placówka stała się bardziej renomowaną i nowoczesną w oczach rodziców. Cenią to, że mają wszystkie informacje zgromadzone w jednej aplikacji. Dla mnie to też ważne, bo mam całą historię w jednym miejscu - widać też dokładnie, w jaki sposób placówka się rozwija. To jest moim zdaniem taka kronika żłobka!

Zdjęcie autora
Izabela Witek
Senior Content Manager
Udostępnij stronę:
Skopiuj link

Przeczytaj również

Jarek, Izabela, Maria, Mateusz, Sonia