Magdalena Kolasa prowadzi w Gdyni żłobki Port Maluszka — trzy kameralne, pełne czułości i indywidualnego podejścia placówki, które powstały z ogromnej pasji i determinacji. Jej historia zawodowa nie zaczęła się jednak od pedagogiki, a… od kuchni. Dopiero przypadkowe zetknięcie z opieką nad grupą maluchów sprawiło, że odkryła w sobie „to coś”, co uspokaja, przyciąga i daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Dziś w jej placówkach to właśnie relacje — z dziećmi i ich rodzicami — są najważniejsze.
Magdalena opowiedziała nam o swojej drodze oraz o tym, jak mimo wielu obaw zdecydowała się na LiveKid. I jak okazało się, że technologia może… wzmocnić bliskość, a nie ją zastąpić.
Dzieci pokazały mi, że mam „to coś”
Kiedy wchodziłam w dorosłe życie nawet nie przypuszczałam, że kiedyś będę zajmować się dziećmi. Wręcz przeciwnie! Kiedy w moim domu rodzinnym pojawił się dzidziuś, jego płacz był dla mnie na tyle nie do wytrzymania, że w wieku 19 lat postanowiłam się wyprowadzić.
Swoją drogę zawodową zaczynałam jako kucharz. Los chciał, że właścicielki kawiarni, w ktróej pracowałam, postanowiły otworzyć opiekę nad dziećmi do lat 3. Nagła potrzeba sprawiła, że pewnego dnia znalazłam się na sali pełnej lamentujących maluchów. Udało mi się je całkowicie wyciszyć i wtedy zrozumiałam, że to jest to, co powinnam robić. Tak naprawdę to dzieci pokazały mi, że mam to coś!
I wtedy, już z konkretnym celem przed oczami, zaczęłam swoją drogę do własnych placówek: szkolenie na opiekunkę, studia, kolejne kursy. Kilka lat pracowałam w tej pierwszej placówce, potem przez rok zajmowałam się prywatną opieką.
Zdobyłam ogromne doświadczenie: wiedziałam już jak chciałabym, żeby wyglądała moja własna placówka.
Rejs po burzliwych wodach
Miałam wizję, doświadczenie i biznesplan, ale największym problemem były fundusze na rozpoczęcie działalności. Pierwszą placówkę udało mi się otworzyć, dzięki dotacji z urzędu pracy i wsparciu rodziny.
Rozpoczęliśmy działalność w drugiej połowie 2019 roku, a już pół roku później wybuchła pandemia. Na szczęście udało mi się już na tyle zbudować renomę i zdobyć zaufanie rodziców, że przez tę pierwszą burzę udało nam się przejść suchą stopą.
Po roku jednak przyszła kolejna. Nasza placówka funkcjonowała jako opiekun dzienny w lokalu mieszkalnym na bogatym osiedlu. Okazało się, że budynek jest na tyle ekskluzywny, że nie wszystkim odpowiadało sąsiedztwo małych dzieci. Jeden z sąsiadów usilnie próbował się nas pozbyć i w końcu mu się udało. Kwestia innej interpretacji jakiegoś przepisu przez nadzór budowlany i w piątek dowiedziałam się, że w poniedziałek ma nas już tam nie być.
Na szczęście dosłownie tydzień wcześniej otworzyłam drugą placówkę i póki nie miałam kompletu dzieci, mogłam tam przyjąć maluchy z pierwszej lokalizacji. To było prawdziwe zrządzenie losu!
Trzy placówki – jedna bajka
Dzisiaj mam trzy punkty opieki nad dziećmi do lat trzech, cieszące się najwyższymi ocenami i największą ilość wystawionych opinii przez rodziców w całym Trójmieście. Dwa razy zajęliśmy pierwsze miejsce w rankingu czytelników portalu Trojmiasto. Daje mi to ogromną satysfakcję, bo włożyłam w swoje placówki ogrom serca i pracy.
Porty Maluszka to miejsca, w których dzieci i dorośli czują się zaopiekowani, wysłuchani i ważni. Znam każde dziecko z każdej placówki, z każdym się bawiłam. Bardzo dbam o jakość i odpowiedni dobór personelu. Osobiście nadzoruję adaptację, a rodzic to dla mnie nie tylko klient, ale członek społeczności.
Sama dostałam do tej pracy „nominację” od dzieci i rekrutując nowych pracowników też patrzę przede wszystkim, czy ktoś ma „to coś”.
Obserwuję reakcje dzieci na daną osobę, sprawdzam czy pasują do tej mojej bajki. Kiedy już się w tej bajce znajdą, dbam, żeby czuli się ważni, docenieni i zmotywowani. Mamy naprawdę świetne relacje i to jest jeden z filarów sukcesu naszych placówek.
LiveKid pomaga dbać o relacje
LiveKid pojawił się w najmłodszej z moich placówek niejako „w spadku” po poprzedniej właścicielce. Nie byłam przekonana do aplikacji – bałam się, że technologia spłyci relację między rodzicami a opiekunkami. Że zamiast słowa, uśmiechu, opowieści o dniu dziecka — zostanie sucho odhaczona marchewka w systemie.
Ale umówiłam się na okres próbny z myślą: „no dobra, zobaczymy”. I wtedy okazało się, że jednak to jest bardzo pomocne narzędzie! I że tak naprawdę wcale nie osłabia relacji, a wręcz można powiedzieć, że je wzmacnia!
Aplikacja odciążyła opiekunki z najprostszych, technicznych komunikatów. Zgłoszenia nieobecności przestały przychodzić na mój prywatny telefon o pierwszej w nocy. Zdjęć nie trzeba rozsyłać każdemu rodzicowi z osobna, a rachunki zajmują zaledwie chwilę!
Zamiast tego mój zespół mógł… rozmawiać z rodzicami, którzy mniej pytają o jedzenie czy spanie, więc znajduje się czas na rozmowę o samopoczuciu, rozwoju czy emocjach dziecka. To była ogromna ulga… i dla mnie mimo wszystko miła niespodzianka!
Szybkie wdrożenie i sprawna obsługa
Nie ukrywam, że problemem były dla mnie koszty systemu, ale udało mi się to bardzo sprawnie rozwiązać. W moich placówkach to rodzice opłacają aplikację. Dla nich te 10-20 złotych doliczone do czesnego nie robi dużej różnicy, a mnie pozwala zaoszczędzić konkretną kwotę. Nikt nie ma z tym żadnego problemu – rodzice są zadowoleni, bo dla nich to, że korzystamy z LiveKid to ogromna wygoda.
Bardzo szybko i sprawnie wdrożyliśmy aplikację we wszystkich trzech placówkach. Zespół LiveKid bardzo profesjonalnie przeprowadza konfigurację i szkolenia dla osoby zarządzającej i dla kadry.
Ale przyznam szczerze: aplikacja dla kadry jest tak prosta i intuicyjna, że kiedy powiedziałam moim dziewczynom, że mają zaplanowane szkolenie, powiedziały: „A po co szkolenie? My już wszystko wiemy!”.
Obsługa w LiveKid jest naprawdę świetna, zawsze można liczyć na wsparcie – nawet jak moja opiekunka jest niedostępna, to ktoś inny odbierze telefon i pomoże.
Koniec ery karteczek i smsów
Funkcją, która najbardziej usprawnia moją pracę są na pewno rozliczenia. Wcześniej liczyłam to wszystko ręcznie, wystawiałam na karteczkach, a każdemu rodzicowi z osobna wysyłałam smsa z rozliczeniem. To zajmowało mnóstwo czasu, a dodatkowo ten stres, żeby się nie pomylić, bo każdy miał inną kwotę!
Świetne jest też to, że każda z nas widzi co dana opiekunka czy rodzic pisze o dziecku i to że może bardzo szybko wysłać krótkie, „techniczne” komunikaty, jak to, że skończyły się pieluszki. Cenię sobie też możliwość wglądu w korespondencję między rodzicami a kadrą. Dzięki temu mogę trzymać rękę na pulsie i wkroczyć do dyskusji, kiedy na przykład widzę niesłuszne zarzuty ze strony rodzica.
No i oczywiście zgłaszanie nieobecności. Ja lubię swoją pracę i bardzo jej się poświęcam, więc trudno mi było zostawić bez odpowiedzi smsa od rodzica, że dziecko jest chore i nie będzie go jutro w żłobku. Nawet jeśli wiadomość przychodziła o 23… Trochę przyzwyczaiłam do tego rodziców, że mogą do mnie pisać o dowolnej porze.
A dzięki LiveKid mam to wszystko zamknięte w aplikacji i dzięki temu zachowuję większą higienę pracy.
Przestrzeń na relacje
Dzięki LiveKid wszystkie „techniczne” sprawy mam dziś poukładane i zamknięte w jednym miejscu. Aplikacja odciąża mnie tam, gdzie kiedyś uciekał czas i energia.
To daje mi coś, co jest dla mnie najcenniejsze: przestrzeń na pracę z dziećmi, towarzyszenie rodzicom w adaptacji i bycie blisko mojego zespołu. Zamiast gubić się w papierach i telefonie, mogę robić to, co naprawdę kocham – budować Port Maluszka tak, żeby był miejscem ciepłym, bezpiecznym i pełnym uważnych relacji.




